piątek, 2 października 2015

Jak w komiksie. Co nas nie zabije. David Lagercrantz.

Jesień w odsłonie deszczowej sprzyja sięganiu po kryminały, nie tylko blogowa brać potwierdza tę ludową mądrość, również podczas moich nieprofesjonalnych obserwacji socjologicznych w krakowskim MPK wychwytuję okładki lepiej i mniej znanych skandynawskich hitów eksportowych :) Właśnie dlatego, że sama nabrałam ochoty na mroczny kryminał skandynawski i trochę przez nachalną reklamę nie pozwalającą tytułu zapomnieć, kupiłam kontynuację Millenium Lagercrantza. Przez to bombardowanie reklamą, jakoś nie mam oporów przed napisaniem na wstępie: spokojnie poczekajcie na tą książkę w bibliotece, albo pożyczcie od znajomego, to przyzwoity produkt, ale nie w głowie mi powrót do lektury, więc nie ma potrzeby upychać jej na regałach, lepiej zostawić miejsce na powieść E. Cherezińskiej na przykład. Przy czym jedno zastrzeżenie jeżeli byliście/nadal jesteście fanami komiksów zakupu "Co nas nie zabije" nie będziecie żałować, ale o tym później.

Nie mam problemu z sięganiem po kontynuacje znanych powieści pisane ręką innego autora, przeczytałam kilka wariacji  na temat powieści J. Austen, zdarzyło mi się sięgnąć po "Dziwne losy Adelki" E. Tennant, zazwyczaj były to "potworki powieściopodobne", ale niczego więcej nie można spodziewać się po kontynuacji pisanej parę wieków później, wtedy faktycznie trudno o oddanie realiów epoki minionej. Pod tym względem wydaje się, że Lagercrantz miał łatwiejszą sytuację, mimo że historia w ostatnich kilku latach znacząco przyspieszyła.

Nie będę przesadnie dużo pisać o fabule, można ją odnaleźć w wielu zakątkach internetu, poza tym to jednak okrucieństwo zdradzać nieświadomemu czytelnikowi fragmenty kryminału. Napiszę tylko, że autor to na pewno bardzo inteligentny facet, oczytany, z dużą wiedzą o nowoczesnych technologiach, ta wiedza imponuje nawet takiemu czytelnikowi, który woli rozważania o kondycji społeczeństwa, prawnych i politycznych aspektach życia, które były mocną stroną trzech tomów napisanych przez S.Larssona. Powieść jest dobrze napisana, mroczna i trzymająca w napięciu i nie jest ślepym naśladownictwem S.Larssona. D.Lagercrantz podszedł do tematu bez kompleksu poprzednika, zaufał swojemu doskonałemu warsztatowi i dzięki temu czytamy świetny kryminał bez zgrzytania zębami na chciwość spadkobierców i wydawców. W pewnym momencie Lagercrantz puszcza oko do czytelników nadając powieści komiksowego wymiaru, gdzie przerysowani bohaterowie są karykaturalnie dobrzy lub karykaturalnie źli, przy czym zło ma wymiar absolutny i jest piękne dlatego tak niebezpieczne, a dobro jest mroczne i posługuje się w walce o sprawiedliwość metodami zła. Prawda, że zupełnie jak w komiksach Marvela? Jeżeli zaczytywaliście się w przeszłości komiksami, uśmiechniecie się szeroko do tej powieści, dla mnie to "ukomiksowienie" Millenium to najmocniejszy akcent książki. Jedyna rzecz, która drażniła to skupienie na nieszczęsnej rodzinie Lisbeth, czy tym razem to Blomqvist nie mógłby mieć jakiejś szalonej ciotki dla odmiany?

Jeżeli szukacie mrocznego kryminału z jesiennym podkładem sztormów, ulew i zimnym Sztokholmem, o którym zawsze dobrze się czyta, albo dobrego komiksu to jest to idealna książka na nadchodzące październikowe wieczory :) No chyba, że nadal uparcie chcecie poczytać Millenium wtedy dajcie sobie spokój z Lagercrantzem i odświeżcie trzy tomy Larssona, albo obejrzyjcie szwedzką adaptację ;)

"Co nas nie zabije." David Lagercrantz
Czarna Owca 2015, 499 str.