poniedziałek, 31 października 2011

Trick or treat? Opowieści starego antykwariusza.

Dynie na wystawach sklepowych dumnie prezentują swoje pękate wdzięki i przypominają o pewnym święcie, które naszym rodakom mówi niewiele, bo i mówić nie powinno, to kompletnie nie nasza tradycja. Niezależnie od waszego stosunku do Halloween, proponuję 31 października spędzić w atmosferze strachu i grozy, który poza niezawodną paskudną pogodą za oknem, rozbudzą w nas ghost stories. Tak około północy, radzę sięgnąć po zbiór opowiadań  pod obiecującym tytułem "Opowieści starego antykwariusza".
Autor,  Montague Rhodes James urodził się pod koniec XIX wieku w hrabstwie Kent. Anglią władała  wówczas nieodżałowana królowa Wiktoria, ludzie żyli i umierali w mroku, rozjaśnianym tylko migotliwym blaskiem świec, gdyż elektryczność była dopiero w boskich planach na następne stulecie. 
Swoje dorosłe życie pisarz poświęcił nauce, był cenionym językoznawcą klasycznym. Autor zajmował się głównie swoją pracą naukową, a opowieści o duchach snuł tylko podczas spotkań towarzyskich przy blasku świec. "Opowieści starego antykwariusza" posiadają niezwykły klimat. Pisarz umieszcza swoje historie w miejscach, w których sam czuł się najlepiej i spędzał w nich najwięcej czasu. W gmachach starych uniwersytetów, w pełnych tajemniczych zakamarków bibliotekach, mieszkaniach starych profesorów, obszernych wiktoriańskich domach i parkach. Jeśli spodziewacie się, że z opowiadania wyskoczy na was zezowate zombie, to nie jest to książka dla was. Zjawy Jamesa są subtelniejsze, jak mawiał Lovecraft prędzej człowieka dotkną, aniżeli pozwolą się zobaczyć. 
Pozostaje mi życzyć miłej lektury i mieć nadzieję, że  nie spędzicie całej nocy na nasłuchiwaniu tajemniczych odgłosów dochodzących z każdego kąta waszego domostwa. Przed snem sprawdźcie, czy w okolicach domowej biblioteczki nie czai się jakaś tajemnicza przesyłka, może ktoś złośliwie poprzestawiał wasze książki. Najlepiej zostawcie zapalone światło w przedpokoju, z dzieciństwa pamiętam, że ono odpędzi każdego ducha:).

sobota, 29 października 2011

Najgroźniejszy jest ten, który nie ma już nic do stracenia. Kamieniarz. Camilla Läckberg.

Po przeczytaniu książek Stiega Larssona miałam ochotę na kolejne szwedzkie kryminały i chyba z uwagi na specyficzną symbolikę najbliższych dni  mój wybór padł na książkę zatytułowaną "Kamieniarz" autorstwa Camilli Läckberg.
Akcja powieści rozgrywa się w położonym na zachodnim wybrzeżu Szwecji miasteczku Fjällbaka  ( tam również przyszła na świat autorka książki Camilla Läckberg ). Pozorny spokój prowincjonalnego miasteczka burzy wyłowienie przez starego rybaka zwłok dziewczynki. Wezwani na miejsce policjanci szybko rozpoznają w dziecku Sarę, córkę młodego małżeństwa które niedawno zamieszkało w okolicy. Wszystkie okoliczności wskazują na nieszczęśliwy wypadek, jednak kolejne ekspertyzy jednoznacznie wskazują, że dziewczynka została zamordowana. Akcja książki przebiega dwutorowo, przyglądamy się śledztwu, poznajemy kolejnych przedstawicieli lokalnej społeczności po czym następują retrospekcje, które początkowo zdają się nie mieć żadnego związku z bieżącymi wydarzeniami. Cofamy się o kilkadziesiąt lat, aby poznać życie młodej kobiety - Agnes. To głównie dla odsłanianych kawałek po kawałku wspomnień Agnes, nie porzuciłam tej książki w trakcie czytania.
Zazwyczaj w wypadku zbrodni w miejscu, w którym wszyscy znają się od dziecka, pierwszy na liście podejrzanych jest człowiek najsłabszy, najczęściej osoba z deficytem intelektualnym, bądź w jakikolwiek inny sposób różniąca się od reszty mieszkańców. W "Kamieniarzu" jest nim chłopak z zespołem Aspergera, przy okazji jego wątku autorka przemyca do książki sporo informacji na temat tej choroby. W miarę rozkręcania się śledztwa w sprawie morderstwa Sary, z szaf zdawałoby się szanowanych mieszkańców Fjällbaki dość niespodziewanie zaczynają wypadać trupy, odsłaniane są ich patologiczne skłonności i głęboko skrywane, wstydliwe sekrety
Pierwsza połowa książki sprawiła, że miałam ochotę odłożyć ją nie dokończoną, zainteresowanie rozbudziło się we mnie dopiero pod koniec powieści. Policjanci bardzo powoli dochodzą nawet do najbardziej oczywistych wniosków, początek książki jest mocno przegadany i dłuży się niemiłosiernie. Atmosfera  powieści jest duszna i męcząca. Dowcipy wymieniane przez policjantów nie grzeszą błyskotliwością, dialogi są toporne, ale równie dobrze może to być wina tłumacza, a nie braków warsztatowych autorki. Książka ma mnóstwo mankamentów, które były dla mnie tak wyraźne chyba dlatego, że ostatnio czytałam kilka naprawdę dobrych powieści, a "Kamieniarz" na ich tle wypadł dosyć blado.
Zastanawiam się jakie są inne kryminały autorstwa Camilli Läckberg, jej nazwisko jest ostatnio mocno wyeksponowane na półkach księgarń. Ja na razie zamierzam omijać jej książki szerokim łukiem.



Camilla Läckberg

Kamieniarz
Camilla Läckberg
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2011, 533 str.



piątek, 28 października 2011

Stick them with the pointy end. A Dance with Dragons. George R. R. Martin.

"A Dance with Dragons" miał swoją światową premierę 12 lipca 2011 roku, w Polsce książka była dostępna na początku sierpnia. Przezornie zamówiłam książkę z początkiem lipca, a potem było...długie czekanie:). Każdego dnia sprawdzałam skrzynkę mailową czy mogę w końcu odebrać zamówienie. 
Autor Pieśni Lodu i Ognia jest w rewelacyjnej formie, a "Taniec ze Smokami" jest lekturą wciągającą, przy której zapomina się o całym świecie. Fantastykę w takim wydaniu wielbię od najmłodszych lat, od czasu kiedy wpadła w moje ręce "Córka czarownic" Doroty Terakowskiej, którą czytałam z otwartymi ustami, więc w dalszej części tego posta możecie się spodziewać kompletnie nieobiektywnych wyrazów zachwytu nad treścią i samym autorem.
Moja przygoda z Pieśnią Lodu i Ognia rozpoczęła się wczesną wiosną, kiedy spacerując po rodzinnym mieście natknęłam się na plakat promujący serial HBO "Gra o tron". Zakodowałam tytuł, żeby w domu móc poszukać informacji na temat książki, której filmową adaptację nakręcił kanał telewizyjny znany z bardzo dobrych seriali. Zasiadłam przed komputerem i znalazłam masę pozytywnych opinii, więc nie zastanawiając się długo zamówiłam "Grę o tron" ze śliczną  filmową okładką, z równie ślicznym Seanem Bean:). Tak oto weszłam w posiadanie pierwszego tomu i zanurzyłam się w przebogatym świecie Siedmiu Królestw. O kolejnych tomach, ich treści i podchodach związanych z ich zdobywaniem powstanie zapewne jeszcze niejeden post, gdyż jak już wspomniałam Pieśń Lodu i Ognia wryła się w moją pamięć i serce złotymi literami. Potem nastąpiły długie tygodnie podczas których czytałam z wypiekami na twarzy kolejne opasłe tomiszcza. I tutaj pozwólcie, ze płynnie przejdę do letnich miesięcy zaraz po zdobyciu ostatniego tomu sagi Martina.
"A Dance with Dragons" w oryginalnym anglojęzycznym wydaniu jest książką, która spokojnie może stać się narzędziem zbrodni. Spuszczenie jej komuś na głowę z okna ostatecznie załatwiłoby sąsiedzkie animozje, powodując śmierć na miejscu:). Ja jako człowiek łagodny z natury proponuję jakieś bardziej pokojowe wykorzystanie po zaznajomieniu się z treścią np. do ćwiczeń fizycznych jako hantelek:). Czytając ogromne, ale piękne anglojęzyczne wydanie zastanawiałam się dlaczego polscy wydawcy, mówiąc kolokwialnie "dziadują" i takie fajne książki, które chętnie pożyczamy sobie nawzajem i wracamy do nich wielokrotnie wydają w tak nędznej oprawie jak poprzednie tomy od "Starcia królów" do "Uczty dla wron," dla zwielokrotnienia zysków zapewne:(. Ciekawa jestem polskiego wydania "Tańca ze smokami," które już w listopadzie i pewnie niejeden mol książkowy znajdzie je pod choinką. Wracając do treści, już dawno nie czytałam książek w języku innym aniżeli polski, ale bardzo się cieszę, że wrodzona niecierpliwość kazała mi sięgnąć po wersję najszybciej dostępną, czyli anglojęzyczną, bo czytało mi się bez większych trudności, a George R. R. Martin w oryginale to naprawdę niezwykła uczta:). Nieodżałowany nieobecny w poprzednim tomie wraca zdrowy, nie mogę napisać cały, bo w wersji bez nosa, chodzi mi oczywiście o Tyriona Lannistera. Krasnal jest w początkowo w kiepskiej formie, ale z rozdziału na rozdział mocno się rozkręca, a jego zabawne teksty są mocną stroną książki. Dowiadujemy się jak daje sobie radę Arya Stark. Powraca również królowa Daenerys, jej smoki dorastają, stają się żywą legendą po dwóch stronach morza. I pomyśleć, że w Pieśni Lodu i Ognia miało nie być smoków, książka na pewno dużo by straciła. Królowa Daenerys dojrzewa, podejmuje trudne decyzje, kieruje się rozumem i dobrem swoich poddanych. Na Murze Jon Snow mierzy się z odpowiedzialnością jaką na jego barki złożyli Bracia z Nocnej Straży, obecność króla Stannisa oraz Melisandre utrudnia mu i tak ciężką sytuację, atmosfera wokół niego gęstnieje, Jon ma coraz więcej wrogów. Dodatkowo dowiaduje się, że jedna z jego sióstr narażona jest na niebezpieczeństwo i staje przed dylematem, jak jej pomóc i czy ma prawo angażować się w sprawy rodzinne, które nie powinny go dotyczyć odkąd przywdział czerń. Rozwija się wątek Theona Greyjoya, człowieka złamanego, bezkrytycznie wykonującego polecenia swoich oprawców. Biały kruk obwieszcza początek zimy, warunki życiowe stają się coraz trudniejsze, szczególnie na północy. Nad Winterfell nie powiewa już sztandar z  wilkorem, ród Starków zdaje się być zgubionym na wieki. Lordowie Siedmiu Królestw skaczą sobie do gardeł nie zdając sobie sprawy z tego, że prawdziwy wróg czai się za Murem, a nadchodząca zima przyniesie nie tylko głód i śmierć, ale również bliżej nieokreślone, nadprzyrodzone niebezpieczeństwo, z którego istnienia póki co wydają się zdawać sobie sprawę jedynie zahartowani ludzie północy. Autor prowadzi historię w sobie tylko wiadomym kierunku, ale robi to z niezwykłym wyczuciem i talentem do tworzenia barwnych postaci, nie boi się przy tym uśmiercać i okaleczać kolejnych bohaterów, dzięki czemu stworzył niepowtarzalną, niebanalną historię. Poza tym opowieści Starej Niani, Inni, Dzieci Lasu, czyli wszystko to, co zachwycało w tomach poprzednich i budowało  ponury i niezwykły nastrój powieści.
George R. R. Martin w jednym z wywiadów zapewnia, że w styczniu 2012 roku zakończy kilka projektów, w które jest zaangażowany i zasiądzie do pisania części szóstej "The Winds of Winter" , która powinna ukazać się do 2014 roku. Nie będę komentować poprzedzającej to zdanie informacji, napiszę tylko, że trochę długo, a w planach jeszcze tom ostatni "The Dream of Spring":). Jeżeli dobrze radzicie sobie z językiem angielskim to polecam wydanie oryginalne, jest ogromne, ale piękne.



A Dance with Dragons
George R. R. Martin
Wydawnictwo HARPER Voyager
 Londyn 2011, 1016 str.

czwartek, 27 października 2011

Armageddon was yesterday, today we have a serious problem.*

Filmowa adaptacja trylogii Millenium jest dziełem dwóch szwedzkich reżyserów ( Niels Arden Oplev oraz Daniel Alfredson ). Film, a w zasadzie sześcioodcinkowy serial powstał w 2009 roku. Głównych bohaterów zagrali Noomi Rapace i Mikael Nyqvist. Obsada filmu jest naprawdę dobra moją uwagę zwrócili jeszcze aktorzy grający Sonię Modig, Plague'a, Bublanskiego, Figuerolę i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność:). Nie było chyba postaci która rażąco odbiegałby od obrazu poszczególnych bohaterów jaki sama stworzyłam w swojej głowie czytając książkę. Najbardziej podobała mi się część pierwsza "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", druga nieco mniej, ale w sumie trzymała niezły poziom. "Zamek z piasku..." miał chyba najwięcej zgrzytów i sporo zmian w stosunku do oryginału książki. Film ma nieco mniej wątków, ale twórcom udało się oddać specyficzny, mroczny klimat sagi i stworzyć świetny film kryminalny. Prezentowany w Millenium świat jest pełen realizmu, sporo jest scen brutalnych i odpychających, kiedy główny bohater walczy o życie to nie w plastikowej scenie i z nie najlepszej jakości makijażem na twarzy, te walki, krew i brud są bardzo realistyczne. Chyba tylko Szwedzi potrafią nagrać taki mocny obraz.
Rzadko zdarza się żeby film podobał mi się równie mocno jak pierwowzór literacki, a  tak było z częścią pierwszą "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Lojalnie uprzedzam, że poszczególne części Millenium zbierały bardzo różne oceny i recenzje, często niezbyt pochlebne, więc mogę należeć do nielicznego grona fanów:). Film oglądałam oczywiście dopiero po przeczytaniu książek, żeby nie psuć sobie przyjemności powolnego odkrywania tajemnic zawartych w treści. Z przyjemnością wrócę jeszcze niejednokrotnie do  wszystkich części serialu, głównie dzięki fenomenalnej grze aktorów. Mikael Nyqvist z tego co pamiętam grał w jeszcze jednym filmie, który spokojnie mogę polecić "Kobieta, która pragnęła mężczyzny" ( gra tam również Marcin Dorociński i Olga Bołądź ).


Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. reż. Niels Arden Oplev
Dziewczyna, która igrała z ogniem. reż. Daniel Alfredson 
Zamek z piasku, który runął. reż. Daniel Alfredson

*Pamiętacie ten napis na koszulce Lisbeth?

niedziela, 23 października 2011

Hacker Republic. Zamek z piasku, który runął.

"Zamek z piasku, który runął" to bezpośrednia kontynuacja dramatycznych wydarzeń wieńczących tom poprzedni. Lisbeth zostaje przewieziona do szpitala, gdzie zaskakująco szybko dochodzi do siebie. Jednak to nie  koniec kłopotów głównej bohaterki. Trzeci tom pokazuje zmagania Lisbeth z dużo groźniejszym przeciwnikiem jakim jest system, który zepchnął ją na margines społeczeństwa i uzależnił od bezwzględności służb specjalnych i będących na ich usługach psychiatrów i kuratorów, którzy z definicji powinni działać na jej korzyść. Tom trzeci pokazuje walkę nielicznego grona przyjaciół i znajomych o uniewinnienie i przywrócenie społeczeństwu Lisbeth Salander. 
Na tle poprzednich części ten tom wyróżnia mocne zaangażowanie społeczne poruszanych tematów, znów mocno podkreślony jest sprzeciw autora wobec mężczyzn stosujących przemoc wobec kobiet. W książce mamy całą masę good and bad guys:  policjantów, przedstawicieli służb specjalnych, prokuratorów - karierowiczów, w zasadzie cały przekrój szwedzkiego społeczeństwa, bardzo przekonujących i pełnokrwistych postaci.  W ostatniej powieści Stiega Larssona zawarta jest spora dawka informacji o ustroju Szwecji, fikcja przeplata się z faktami, mamy wzmianki o zabójstwie Olofa Palmego, aferze Ebbe Carlssona, amerykańskiej grupie Angletona. Interesuję się historią oraz polityką, więc nie mogłam na te fragmenty nie zwrócić uwagi. Szwecja ma chyba najbardziej przejrzysty system polityczny i najmocniej wspierający swoich obywateli, ale sytuacje w których jednostka zmuszona jest walczyć z tym misternie zbudowanym porządkiem o przetrwanie może zdarzyć się w każdym państwie.
Do przeczytania całej sagi Millenium gorąco zachęcam. I  trochę smutno, że to już naprawdę koniec...

Zamek z piasku, który runął.
Stieg Larsson
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2011, 784 str.

czwartek, 20 października 2011

Hrabina w kaloszach. Elizabeth i jej ogród. Elizabeth von Arnim.

Pogoda za oknem nie zachęca do przebywania w ogrodach, na balkonach czy działkach. Od rana leje niemiłosiernie i jest koszmarnie zimno, więc trochę na przekór nieciekawej aurze zapraszam was dzisiaj na spacer po ukochanym ogrodzie niezwykłej kobiety - hrabiny Elizabeth von Arnim. 
Na  powieść "Elizabeth i jej ogród" zwróciłam uwagę będąc na ulubionym stoisku z książkami, początkowo  nie skusiłam się na jej zakup, dopiero po sprawdzeniu opinii na jej temat przyniosłam ją do domu kilka tygodni później. Książka jest niewielka, pięknie wydana, stylizowana na stare wiktoriańskie powieści. Co mnie bardzo ucieszyło,  jest w niej kilka zdjęć dworu von Arnimów w Nassenheide, z jednego z nich uśmiechają się do nas Kwietniowe, Majowe i Czerwcowe - dzieci Elizabeth. Dzisiaj w Rzędzinach zachowały się jedynie szkoła i park, dwór i ogród nie przetrwały zawieruch historii.
Elizabeth, młoda żona hrabiego von Arnim, który w książce tytułowany jest częściej mianem Gniewnego, aniżeli hrabiego (co daje nam pojęcie o relacjach panujących w ich małżeństwie), przybywa do dworu w 1896 roku. Jest wiosna, autorka wyrusza na spacer do ogrodów okalających posiadłość i znajduje nowy cel w życiu. Cała powieść to hołd złożony wiejskiemu życiu i ogrodowi w Rzędzinach, razem z autorką metodą prób i błędów uczymy się ogrodnictwa, zatrudniamy kolejnych ogrodników, czasem zdarza nam się na nich narzekać, przyjmujemy gości z umiarkowaną radością, a żegnamy ich z ogromnym entuzjazmem (na usprawiedliwienie autorki dodam, ze wizyty gości w tamtych czasach trwały długie tygodnie, więc nawet najbardziej towarzyskiej z osób mogłoby braknąć cierpliwości:). Stajemy się częścią życia i ogrodu autorki, siedzimy z nią w cieniu wiązu latem obserwując piękno natury i bawiące się dzieci, pięknie nazywane przez hrabinę Kwietniowym, Majowym i Czerwcowym. Autorka była kobietą wyprzedzającą swoje czasy, miała ogromną odwagę, żeby rozwieść się ze swoim mężem i podążyć za marzeniem o pisaniu książek. Elizabeth von Arnim jest również autorką książki "Zaczarowany kwiecień", którą mam ochotę przeczytać, jednak póki co nie miałam okazji. Ogromnie polubiłam główną bohaterkę, z wielką przyjemnością czytałam o jej życiu codziennym, a już opowieść o bibliotece, w której Elizabeth spędzała zimowe wieczory musi urzec każdego miłośnika książek Z autorką dzieli mnie jeszcze jedno, sama jestem również właścicielką dużego ogrodu i sadu, co prawda na co dzień dzieli mnie od niego wiele kilometrów i swojej pasji ogrodnictwa mogę oddawać się rzadziej, niż bym chciała. Za to balkon miejskiego mieszkania od zawsze tonie w kwiatach i jest taką namiastką ogrodu z prawdziwego zdarzenia. Teraz w moim ogrodzie kwitną jeszcze ostatnie jesienne róże, reszta roślin powoli szykuje się do zimowego snu. Z książką "Elizabeth i jej ogród" kojarzy mi się zapach lilii, hitu tegorocznego lata w moim ogrodzie:).

 

środa, 19 października 2011

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Październik upływa mi na czytaniu skandynawskich kryminałów. Pierwszą część sagi Millenium czytałam jeszcze podczas wakacji we wrześniu, z początkiem jesieni przeczytałam tom drugi, teraz jestem w trakcie tomu ostatniego. Książka „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” jest świetnie napisanym kryminałem, główni bohaterowie cyklu to Lisbeth Salander i Mikael Blomqvist. Lisbeth to genialna resercherka, a Blomqvist jest dziennikarzem gospodarczym. W pierwszym tomie Mikael usiłuje rozwikłać tajemnicę zaginięcia 16 letniej Harriet Vanger. To niełatwe zadanie zleca głównemu bohaterowi najstarszy przedstawiciel rodu Vangerów, od kilkudziesięciu lat ogarnięty obsesją szukania informacji na temat prawdopodobnego morderstwa ukochanej bratanicy, podsycaną przez wysyłane każdego roku w dniu urodzin seniora rodu tajemnicze prezenty. W czasie kiedy dokonano porwania nastolatki wyspa, którą zamieszkuje ród Vangerów była odizolowana od reszty świata, tym samym mamy ograniczoną liczbę podejrzanych, pierwszy tom jest więc tajemnicą zamkniętej wyspy. 
W powieści zdecydowanie podobał mi się mroźny, leniwy klimat szwedzkiego miasteczka, domek gościnny (który zamieszkuje Kalle-detektyw),  którego dokładną topografię chcemy, czy nie poznajemy dzięki dokładności autora. Swoją drogą ciekawe, że większość skandynawskich pisarzy umieszcza w swoich książkach takie wręcz inwentaryzacyjne spisy zakupów, mebli, o ilości wypitej przez głównych bohaterów filiżanek kawy nie wspomnę. Mnie ta dokładność nie przeszkadzała, lubię takie zmienne tempo i niespieszne prowadzenie historii. W książce przewija się temat przemocy wobec kobiet ujęty w liczby i statystyki, co jest rewelacyjnym posunięciem autora. Przekładając kolejne strony znajdujemy się w redakcji Millenium, na szwedzkiej prowincji, w rodzinnym koncernie Vangerów. W tekst wpleciono mnóstwo anglojęzycznych zwrotów związanych z gospodarką, typowych dla pracy dziennikarzy, może to irytować, ja lubię z książki dowiedzieć się czegoś nowego. Ciekawy wątek stanowi również opisanie stosunku rodziny Vangerów do ideologii nazistowskiej, widać, że autor był zdecydowanym przeciwnikiem nazizmu, co było zasługą dziadka, u którego Stieg Larsson wychowywał się przez pierwsze 9 lat swojego życia. Historię związku poszczególnych Vangerów z nazistami autor oparł najprawdopodobniej na zupełnie realnych wydarzeniach, inspirację stanowiła tu zapewne afera z udziałem właściciela Ikei Ingvara Kamprada, który również był podejrzewany o sprzyjanie nazistom. Lubię szukać takich powiązań pomiędzy fikcją i realnymi wydarzeniami, tym bardziej podobała mi się ta książka.
Na temat sagi Millenium napisano już setki postów, artykułów i recenzji, w większości bardzo pozytywnych. Cóż mogę dodać, książka Larssona jest niezwykle wciągająca, wielowątkowa, ale bardzo spójna zarazem. Proponuję rozpocząć czytanie w weekend, zrobić w domu zapas mocnej kawy, bo szczególnie od tomu drugiego ciężko się oderwać, kilka nieprzespanych nocy gwarantowanych:).

wtorek, 18 października 2011

Ludzie zawsze mają swoje tajemnice. Chodzi tylko o to, żeby je odgadnąć.

Cytat pochodzi z pierwszego tomu Millenium, ale doskonale pasuje do podsumowania treści części drugiej zatytułowanej "Dziewczyna, która igrała z ogniem." O ile "Mężczyzn..." czytało mi się leniwie i niespiesznie w wakacyjnym słońcu o tyle od tomu drugiego oderwać się nie mogłam. Do czytania zabrałam się zaraz po przyniesieniu przesyłki z poczty do domu i po kilku wieczorach i jednej zarwanej nocy skończyłam, kolejny dzień wspominam jak przez mgłę jakoś nie byłam w stanie się dobudzić. W tomie drugim poznajemy dokładniej losy Lisbeth Salander, odkrywamy jedną po drugiej głęboko skrywane tajemnice głównej bohaterki. Mikael Blomqvist i redakcja Millenium znów na tropie, tym razem afera dotyczy znanych nazwisk świata polityki, tajnych służb, policji i dziennikarstwa. Lisbeth wraca do Sztokholmu i pakuje się w oko cyklonu, jest podejrzana o poważne przestępstwo. W powieści rośnie napięcie, autor dozuje nam informacje o postępach w śledztwie i buduje niezwykły kryminał. Chyba nie będę oryginalna jeśli powiem, że drobniutka  Lisbeth Salander ze swoimi niezwykłymi talentami to moja ulubiona bohaterka, uważam, że jest najmocniejszą stroną  Millenium. Dużym minusem książki było tłumaczenie, polski wydawca funduje nam w tekście sporo byków składniowych, które sprawiają, że człowiek czyta sobie spokojnie i nagle trafia na zdanie, które kompletnie nie trzyma się kupy, sporo jest niestety takich wrzutek. Zastanawiam się co nie zagrało, zarówno za korektę i tłumaczenie w poszczególnych częściach odpowiadają zupełnie inne osoby, tłumacz tomu drugiego to zdecydowanie najsłabsze ogniwo. Sięgnąć po tę książkę warto już choćby po to żeby dowiedzieć się co dokładnie i w jakim kolorze kupiła Lisbeth Salander w Ikei:).

poniedziałek, 17 października 2011

Chwałą jednych jest, że piszą dobrze, a innych, że się do tego nie zabierają.

Witam na swoim blogu. Nie twierdzę, że pisać nie potrafię, ale nie wydaje mi się żebym pisała szczególnie dobrze, a więc lokuję się tak w połowie powyższego cytatu. Ja po prostu lubię pisać, a jeszcze bardziej czytać. Każdy kolejny post będzie więc nową opowieścią o książkach. Zapraszam serdecznie w moje skromne progi…