wtorek, 18 października 2011

Ludzie zawsze mają swoje tajemnice. Chodzi tylko o to, żeby je odgadnąć.

Cytat pochodzi z pierwszego tomu Millenium, ale doskonale pasuje do podsumowania treści części drugiej zatytułowanej "Dziewczyna, która igrała z ogniem." O ile "Mężczyzn..." czytało mi się leniwie i niespiesznie w wakacyjnym słońcu o tyle od tomu drugiego oderwać się nie mogłam. Do czytania zabrałam się zaraz po przyniesieniu przesyłki z poczty do domu i po kilku wieczorach i jednej zarwanej nocy skończyłam, kolejny dzień wspominam jak przez mgłę jakoś nie byłam w stanie się dobudzić. W tomie drugim poznajemy dokładniej losy Lisbeth Salander, odkrywamy jedną po drugiej głęboko skrywane tajemnice głównej bohaterki. Mikael Blomqvist i redakcja Millenium znów na tropie, tym razem afera dotyczy znanych nazwisk świata polityki, tajnych służb, policji i dziennikarstwa. Lisbeth wraca do Sztokholmu i pakuje się w oko cyklonu, jest podejrzana o poważne przestępstwo. W powieści rośnie napięcie, autor dozuje nam informacje o postępach w śledztwie i buduje niezwykły kryminał. Chyba nie będę oryginalna jeśli powiem, że drobniutka  Lisbeth Salander ze swoimi niezwykłymi talentami to moja ulubiona bohaterka, uważam, że jest najmocniejszą stroną  Millenium. Dużym minusem książki było tłumaczenie, polski wydawca funduje nam w tekście sporo byków składniowych, które sprawiają, że człowiek czyta sobie spokojnie i nagle trafia na zdanie, które kompletnie nie trzyma się kupy, sporo jest niestety takich wrzutek. Zastanawiam się co nie zagrało, zarówno za korektę i tłumaczenie w poszczególnych częściach odpowiadają zupełnie inne osoby, tłumacz tomu drugiego to zdecydowanie najsłabsze ogniwo. Sięgnąć po tę książkę warto już choćby po to żeby dowiedzieć się co dokładnie i w jakim kolorze kupiła Lisbeth Salander w Ikei:).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz