środa, 14 grudnia 2011

Świat jest tak pełen ostrych zakrętów, że gdyby nie skrzywili jej nieco, nie miałaby szansy, by się dopasować. Wiedźmikołaj. Terry Pratchett.

Wyobraźcie sobie świąteczny dzień, padający śnieg (wiem, że ostatnimi czasy ciężko przypomnieć sobie jak wygląda, to takie białe, co leci u nas z nieba, ale nigdy w czasie świąt) i...Wiedźmikołaj  w świńskim zaprzęgu przemierzający cały zimowy świat, a potem  ładujący się kościstym tyłkiem przez komin, aby odwiedzić ukochane dziatki. Spokojnie, my mamy naszego pulchnego Mikołaja, Wiedźmikołaj odwiedza dzieci w Świecie Dysku. Ale zacznijmy od początku, otóż zdecydowałam się w końcu sięgnąć po książkę Terrego Pratchetta, na pierwszy ogień, z racji zbliżających się świąt, poszedł Wiedźmikołaj. Wcześniej zgodnie z światłą i bardzo dojrzałą zasadą "nie, bo nie", jakoś było mi z tym autorem nie po drodze, a to okładki jego książek mi się nie podobały, a to jakieś dziwne nazewnictwo i imiona głównych bohaterów. Powiedzmy sobie szczerze: czepiałam się i to zupełnie bezpodstawnie.
W książce sprawy mają się w następujący sposób ginie Wiedźmikołaj, tajemne grono Audytorów chce wymazać go z pamięci dzieci w całym Świecie Dysku. W tym celu opłaca Skrytobójcę Pana Herbatkę. Rolę dobrotliwego starca chwilowo przejmuje na siebie Śmierć. Na poszukiwanie prawdziwego Wiedźmikołaja rusza natomiast wnuczka Śmierci - Susan Sto Helit. I mniej więcej po takim opisie odechciewało mi się Świata Dysku, dlatego, żeby zachęcić was do sięgnięcia po tę książkę opiszę te fragmenty, które gdybym znała je wcześniej przyciągnęłyby mnie do Pratchetta dawno temu. 
Jeśli jesienią i zimą jesteście podminowani i najchętniej przejechalibyście się po współmieszkańcach swojego domu to bez obawy jest nawet nazwa na to schorzenie, nie jesteście odosobnieni, po prostu toczy was "gorączka kabinowa", która objawia się kiedy ludzie zbyt długo przebywają stłoczeni podczas mrocznych, zimowych dni, zaczynają działać sobie na nerwy. Gorączka kabinowa lubi ze zdwojoną mocą atakować w święto Strzeżenia Wiedźm, większość pracowników naukowych Niewidzialnego Uniwersytetu miała związane z nią złe doświadczenia w tym dniu, w swoich domach rodzinnych. W ogóle pracownicy naukowi w Świecie Dysku to mocno odjechane stadło, mam wrażenie, że trochę oderwane od rzeczywistości ze swoimi łazienkowymi problemami i tabletkami z zasuszonej żaby. Magowie, bo tak brzmi poprawna nazwa pracowników Niewidzialnego Uniwersytetu powołują do życia coraz to nowe postacie, a to zjadacza ołówków, a to złodzieja ręczników, no bo przecież gdzieś te przedmioty się podziewają i wcale nie giną w wyniku naszego roztargnienia. No i na potęgę eksperymentują z różnej maści eliksirami i miksturami, z gorszym bądź z lepszym skutkiem, jak w przypadku udanej próby wytrzeźwienia o, boga kaca.
I wtedy dziekan powtórzył mantrę, która w ciągu wieków wywarła tak znaczący wpływ na postęp wiedzy:
- A może zmieszamy to wszystko razem i zobaczymy co się stanie?
Śmierć odmalowana w tej książce jest chyba jej najciekawszą postacią, jedyną przerażającą cechą, poza oczywistą ostatecznością jej działań, jest chyba to, że MÓWI WIELKIMI LITERAMI. Śmierć przejmuje rolę Wiedźmikołaja i roznosi prezenty, poruszając się po świecie zaprzęgiem złożonym z czterech świń o jakże wdzięcznych imionach Kieł, Ryj, Dłubacz i Grzebacz i równie wdzięcznych manierach, zdarza im się na ten przykład zasikać schody w sklepie z zabawkami na oczach dzieci, czekających na wiedźmikołajową audiencję. Śmierć jest mocno zbuntowana, do tego stopnia zbuntowana, że zmienia odwieczny porządek i dokarmia dziewczynkę z zapałkami, uzasadniając swoją decyzję zmiany losu nieszczęsnej sieroty nie znoszącym sprzeciwu zdaniem tak to być nie powinno.
A, że święta i Sylwester już niedługo wspomnę jeszcze o bogu, który pod naszą szerokością geograficzną nie miałby łatwego życia.
- Istniej bóg kaca?
- O, bóg - poprawił ją. - Kiedy ludzie wzywają moje imię, rozumiesz, trzymają się za głowę i mówią "O, boże...".
O, bóg kaca przejmuje bowiem na siebie wszystkie dolegliwości dnia następującego po mocno zakrapianych imprezach. Sam nie pije, cierpi za pijące miliony:). Cóż, najwyraźniej nie ma sprawiedliwości w Świecie Dysku.
W Wiedźmikołaju przedstawiono również ciekawy pomysł na nową teorię socjalizacji społeczeństw, która zakłada, że jako dzieci uczymy się wierzyć w małe kłamstwa Wiedźmikołaja i wróżki zębuszki na przykład. Dorosły człowiek może dzięki temu na późniejszym etapie rozwoju wierzyć w istnienie sprawiedliwości, miłosierdzia, obowiązku, które są niczym innym jak większymi kłamstwami, pozwalającymi zachować ład w krainie człowieka.
Omal nie zapomniałam o jeszcze jednej barwnej postaci - Śmierci Szczurów, która zdecydowanie więcej roboty ma dwa tygodnie po Strzeżeniu Wiedźm, bo wtedy trzeba pozbierać z tego łez padołu wszystkie zagłodzone chomiki i świnki morskie, zapomniane świąteczne prezenty.
No i zakończenie, w którym jak to w klasyce gatunku świątecznych powieści, w końcu porządnie najedzeni bezdomni prowadzą między sobą rozmowę dotykającą głębi i istoty świąt. Że bogów w Świecie Dysku dostatek na koniec tej dyskusji pada sakramentalne:
- I niech bóg błogosławi każdego z nas - dodał Arnold Boczny.
- Który bóg?
- Nie wiem. A którego byś chciał?
Z Pratchettem w ogóle należy postępować ostrożnie, czytanie jego książek w miejscach publicznych grozi ostracyzmem ze strony przerażonych naszymi nagłymi wybuchami śmiechu współpasażerów komunikacji miejskiej. Głupi uśmiech bowiem, nie schodził z mojej twarzy przez trzy dni w czasie których dawkowałam sobie lekturę. Na pewno sięgnę po kolejne tytuły, żeby poszerzyć nieco wiedzę o Świecie Dysku, ale przede wszystkim dla niesamowitego poczucia humoru Terrego Pratchetta.

Wiedźmikołaj
Terry Pratchett
Prószyński i S-ka, 311 str.



2 komentarze:

  1. Ja już dawno odkryłam humor Pratchetta. Jego książki są fantastyczne. Słyszałam jednak że teraz zmaga się z Alzheimerem. Pisania jednak nie zaprzestał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Półki w bibliotece, z której korzystam uginają się od ilości dzieł tego autora więc pewnie szybko nadrobię zaległości:).

    OdpowiedzUsuń