niedziela, 13 listopada 2011

Posiedźmy tu dziś wieczór, choćby nie było nam sądzone nigdy już zasiąść razem. Jane Eyre.

Wczorajsze  popołudnie spędziłam w jednym z krakowskich kin oglądając film Jane Eyre. Powieść  Charlotte Brontë "Dziwne losy Jane Eyre" była już wielokrotnie ekranizowana, sama uwielbiam miniserial BBC z 2006 roku, więc na seans wybrałam się z  wyraźnie zapisanymi w pamięci genialnymi rolami Ruth Wilson oraz Toby'ego Stephens'a i z wrażeniem, że wszystko co dało się wycisnąć z tej cudownej powieści zrobili już twórcy serialu. Film wyreżyserowany przez Carego Fukunagę nie tylko mnie nie zawiódł, ale wręcz zachwycił pięknymi obrazami. Twórcom udało się uchwycić niezwykły, odrobinę mroczny nastrój książki.
Powierzenie roli Jane Eyre młodziutkiej aktorce polskiego pochodzenia Mii Wasikowskiej uważam za strzał w dziesiątkę. Urodzona w Australii aktorka jest obdarzona niezwykłą urodą porcelanowej lalki, drobniutka o postawie baletnicy. Mia jest bardzo przekonująca w swojej roli, widać, że nie kopiuje żadnej ze swoich poprzedniczek. Michael Fassbender zagrał tajemniczego Edwarda Rochestera, co prawda nie jest tak przekonujący jak Toby Stephens, ale równie interesujący w swojej roli. Podobała mi się urocza Romy Settbon Moore w roli Adele oraz Pani Fairfax - Judi Dench. W serialu z 2006 roku Adele była trochę wyrośnięta jak na ośmiolatkę, która była przecież bohaterką powieści.
Film jest wiernym obrazem epoki wiktoriańskiej, zadbano o detale, meble, porcelanę, kostiumy. Wnętrza Thornfield Hall są mroczne, ciemności rozprasza jedynie światło świec. Ogromne wrażenie robią kostiumy głównej bohaterki, jej skromne sukienki, piękna suknia ślubna, której zdjęcie umieściłam poniżej. Mogłabym opisywać ten film scena po scenie, a wlaściwie każdy obraz tę ekranizację tworzący.
Film rozpoczyna się ucieczką Jane z Thornfield, potem główna bohaterka trafia do rodzeństwa Rivers, poznajemy kolejne losy Jane Eyre, retrospekcje z trudnego dzieciństwa najpierw w Gateshead Hall potem w zakładzie dla dziewcząt - szkole Lowood, aż  do przybycia do Thornfield Hall.
Film jest pełen pięknych dźwięków, brzęku delikatnej porcelany podczas posiłku, odgłosów płonącego na kominku ognia,  podmuchów wiatru. Muzyka jest nastrojowa, niepokojąco piękna.
Polecam ten cudownie jesienny film, jeżeli jeszcze nie mieliście okazji go obejrzeć.


Jane Eyre (  2011 ) reż. Cary Fukunaga

6 komentarzy:

  1. Gdzieś mignął mi afisz, miałam ochotę zobaczyć. Zwłaszcza, że w mizerii produkcji filmowej nie często można dostrzec coś ciekawego. No i zapomniałam. Dziękuję za przypomnienie. Twoja recenzja obiecuje wspaniałą ucztę, zwłaszcza, iż nie znam wcześniejszych wersji, więc nie będę miała pokus do porównywania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Film ma świetny klimat, nie zawiedziesz się. Jeśli nie oglądałaś innych ekranizacji to tym lepsze zrobi wrażenie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Jane. Naznaczam ją już tym paskudnym zaimkiem, ale pokochałam ją całym sercem, jej postać jak i dzieło Charlotte... Wnikliwie opisałam każdy zachwyt nad książką i filmem u siebie na blogu, tak więc mój zasób słów wobec tego majstersztyku stał się węższy, ale emocje pozostały, piękne emocje, które tańczą pod tkankami... Miłą niespodzianką jest Twój blog, w ten chłodny wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wkrótce po wizycie w kinie z wielką przyjemnością wróciłam do książki. Dostałam na urodziny moją wymarzoną Jane Eyre z filmową okładką. Pewnie gdybym czytała ją po raz setny reakcja byłaby równie entuzjastyczna, po prostu uwielbiam tę książkę:). Dziękuję za odwiedziny, też do Ciebie zajrzałam i zostanę na dłużej. Spodobało mi się:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam już trzy razy, w przeciągu dwóch tygodni. I nie mogę się zdecydować, czy wolę tą wersję czy miniserial zrobiony kilka lat wcześniej...
    Ten film jest naprawdę dobry i prawie odzwierciedla moje wyobrażenia co do książkowej Jane Eyre, ale brakowało mi kilku ostatnich zdarzeń z końca książki. Chciałam móc je zobaczyć w wykonaniu tej obsady. Niestety nie zostało mi to dane. No trudno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako wierna fanka serialu z 2006 roku na seans szłam przekonana, że żadna adaptacja go nie przebije, ale pozytywnie zaskoczył mnie ten film. Jego uroda tkwi w szczegółach: strojach, przedmiotach z epoki, delikatnych dźwiękach, gotyckim nastroju. Film z 2011 obejrzałam już kilkanaście razy, za każdym dostrzegam coś nowego. Ale serial dalej jest moim ulubionym, wygrywa obsadą:).

      Usuń