czwartek, 25 października 2018

Dolną część weneckich okien pokrywał lód, wokół domu gwizdał zimowy wiatr, w środku znajdowały się fotele, brandy i ogień na kominku, jednak Lord John był dżentelmenem. Jesienne werble. Diana Gabaldon


Różne bywają powody moich powrotów do czytanych już powieści, zwykła chęć schronienia się na chwilę do już poznanego świata, który ma szansę zachwycić raz jeszcze, albo powtórka z książki przed obejrzeniem serialu będącego jej adaptacją. Tak jest w przypadku Jesiennych werbli które z początkiem listopada można będzie obejrzeć w wersji serialowej, a więc długodystansowej, która daje duże możliwości stworzenia na ekranie dokładnego obrazu książki.

Do lektury wróciłam po obejrzeniu...nowej czołówki serialu Outlander z odrobinę zmienioną muzyką pasującą do nowego świata, w którym osiedlają się główni bohaterowie. Jak będą rozpoczynać się kolejne odcinki 4 sezonu zobaczycie na facebookowej odsłonie wyspy książek klik. Outlander to kosztowna, a co za tym idzie efektowna produkcja z przepięknymi plenerami, wnętrzami oddającymi ducha epoki, strojami, balami i scenami walki. Znakomici, a przy tym nieopatrzeni aktorzy odtwarzają rolę głównych bohaterów: Claire - Caitriona jest piękna i charyzmatyczna, jak jej literacki pierwowzór, jej mąż Jamie - Sam Heughen to również strzał w dziesiątkę. 

Już w poprzednich sezonach producenci oddali hołd autorce, która pisze obszerne powieści, panuje nad ogromną ilością dorastających dzieci, szerokim wachlarzem postaci, miejsc akcji, uszanowali to pisarskie szaleństwo i stworzyli serial, który jest równie okazały i dynamiczny.

Ale chociaż doceniam poprzednie "szkockie" sezony, długo czekałam na sezon 4, pokazujący życie bohaterów w amerykańskiej kolonii Karolinie Północnej. Materiały ujawnione przez producentów pokazują przepiękne dzikie plenery, rwące rzeki tworzące amerykański krwiobieg, barki którymi podróżowali osadnicy przed epoką autostrad czy choćby utwardzonych dróg. Drewniany dom w Fraser's Ridge jest piękniejszy, niż go sobie wyobrażałam czytając "Jesienne werble", nie mogę doczekać się widoku gabinetu - pracowni Claire, mam nadzieję, że będzie przypominał ten z zamku Leoch. 

W ostatnim ujęciu bohaterowie spoglądają na swoją posiadłość Fraser's Ridge, która na kartach książki zapełniała się dzierżawcami, doskonale rozpisanymi przez autorkę bohaterami o różnorodnych charakterach i fizjonomii. Gospodarstwo to kawał dzikich gór, które ujarzmiali ciężką pracą osadnicy, którzy uciekli że Szkocji przed trudnymi po-powstańczymi warunkami. Nowy Świat jest piękny, ale w tej dziczy czai się jakaś groza nieznanego lądu, pełnego zwierzyny nie znającej ludzi co czyni je równie bezbronnymi, co groźnymi w starciu z człowiekiem.

Początek historii Stanów Zjednoczonych pisany losami osadników  uważam za jeden z najciekawszych w historii świata od czasu przeczytania..."Domku na prerii" Laury Ingalls Wilder. Szukając książek o takiej tematyce trafiłam na Dianę Gabaldon, jeśli znacie inne tytuły o podobnym tle historycznym, podzielcie się ze mną w komentarzach.

Zdarzyło mi się już napisać o "Jesiennych werblach" na blogu ponowna lektura tej ogromnej książki odświeżyła moją pamięć przed obejrzeniem serialu, właśnie dlatego lubię mieć ulubione powieści w pobliżu i planuję dokupić brakujące tomy tej fantastycznej baśni dla dorosłych. Marzy mi się książka z polskimi Fraserami z elementami fantastyki i polskiej historii i z taką popularnością na świecie. Gorąco polecam serię "Obca", bo gwarantuje dużo czytania na coraz dłuższe jesienne i nadchodzące nieubłaganie zimowe wieczory.

poniedziałek, 22 października 2018

Kochali go, mimo że był malutki i sprawiał wiele kłopotów. Peter i Lena. Dwa opowiadania. Astrid Lindgren. Ilon Wikland.


Jesień tuż po babim lecie to taka pora roku, kiedy otuleni mgłą i przemoczeni deszczem, tym chętniej wracamy do domowego ciepła i bałaganu, pozostawionego w porannym pośpiechu. Książkowym ekspertem od rysowania domowego bałaganu jest Ilon Wikland. Jej ilustracje zasnutych zabawkami niczym górski szczyt śniegową czapą pokoi dziecięcych, przykuwają wzrok i rozgrzewają serce zziębniętego jesienią czytelnika.      

Dwa opowiadania o rodzeństwie Parterze i Lenie przenoszą nas w skomplikowany świat relacji pomiędzy starszym bratem i młodszą siostrą. Pomimo chęci wymiany kłopotliwego noworodka na trzykołowy rowerek starszy brat z czasem docenia, że nie jest już sam na tym skomplikowanym świecie i ma z kim wieczorami prowadzić bitwy na poduszki. Choć do czasu kiedy noworodek zmienia się w kontaktową dziewczynkę upływa sporo wody w szwedzkich rzekach i czasu wypełnionego doglądaniem płaczliwej siostry.

Drugie opowiadanie przekonuje małego czytelnika do instytucji szkoły, w której przyjdzie mu spędzić najlepsze lata życia. Już samo przedarcie się przez plątaninę ulic na szkolny dziedziniec jest trudne dla małej Leny i w tej sytuacji znów pomaga starszy imponujący brat, któremu przyjdzie w obronie honoru siostry stoczyć najprawdziwszą bójkę. 

A wieczorem Lena i Peter zasiadają w ciepłym świetle lampki przy swoich biurkach i dzielą się wrażeniami i na takie wspólne jesienne wieczory jest ta pięknie zilustrowana opowieść niezawodnego wydawnictwa Zakamarki.

Ja też chcę mieć rodzeństwo.
Ja też chcę iść do szkoły.
Astrid Lindgren Ilon Wikland
wydawnictwo Zakamarki

O książkach Astrid Lindgren na wyspie książek poczytacie tutaj :)
Ronja, córka zbójnika.
Boże Narodzenie w Bullerbyn.
Lotta z ulicy Awanturników.
Maddika i berbeć z Czerwcowego Wzgórza.

czwartek, 23 sierpnia 2018

Nie jestem za mała, nie jestem za ciężka, ja też chcę pojechać! Kocia mama i jej przygody. Maria Buyno-Arctowa.

Bronisława Rychter-Janowska
Gdyby otworzyć drzwi do starego dworku który pełnił funkcję szkoły w wiosce nieopodal mojego domu i cofnąć się w czasie do czasów przed II wojną światową to właśnie obrazki z książek Marii Buyno-Arctowej dane byłoby nam za tymi drzwiami zobaczyć. To właśnie obraz życia na folwarku zachowała dla potomności autorka zawierającej elementy autobiografii "Kociej mamy."

Beztroska Zochna mieszka w dworku, ma za towarzysza zabaw brata i młodszą siostrzyczkę. Nad rodzeństwem czuwa mama i nauczycielka panna Klara, niemniej energii zmuszeni są poświęcać wyciągając z tarapatów najmłodszych pracujący na folwarku parobek, dwie służące i mały pomocnik.

Gospodarstwo posiada rozlicznych mieszkańców kury, kaczki, indyki, zaprzyjaźnione z główną bohaterką oraz gromadkę kotów dzięki szczerej miłości do nich Zochna staje się dla rodziny Kocią mamą. Czas upływa dzieciom na psotach, czytaniu książek i wymyślaniu najrozmaitszych sposobów na samounicestwienie. Zabawy z drabinami spacery po dachówkach i umykanie przed stadem koni z sadzawki to tylko kilka z ich pomysłów na spędzanie wolnego czasu.

Zochna jest jednym z grzeczniejszych dzieci polskiej literatury ma jednak problem z dotarciem na lekcje z panną Klarą i szlifowaniem wierszy i niemieckich słówek, kocia gromadka i konie oczekujące na kostki cukru skutecznie rozpraszały to miłujące gospodarskie życie dziecko. Na szczęście kary w postaci zakazu udziału w zwózce siana nie były zbyt dotkliwe, choć burza i odkryty na stryszku nowy przychówek ukochanej kotki doprowadzają do dramatycznych przygód.

A tym czasem na dworze zachodziły wielkie zmiany: powietrze stawało się coraz duszniejsze, gorętsze, drzewa i krzaki, nie poruszane najlżejszym wietrzykiem, stały nieruchome, jakby czegoś oczekiwały; niebo z jednej strony zaczęło zaciągać brudnoszarą chmurą, od czasu do czasu dawał się słyszeć ponury łoskot, jakby tam wysoko w chmurach, ktoś przesypywał wielkie, ciężkie kamienie.

I tak od zabawy do zabawy w otoczeniu przyrody i korzystając z całej masy wiejskich przyjemności mija lato w Brzezinach i pora wrócić do szkoły. Bywa w tej mojej ukochanej także za sprawą ilustracji Anny Stylo-Ginter książce z dzieciństwa dojmująco smutno, nie brak okrucieństwa choć ukrytego między wierszami i korygowanego przez niezawodnych dorosłych, a dawka miłości do zwierząt jest ogromna, więc warto poczytać współczesnym skomputeryzowanym małoletnim, którzy nie zaznają takich wakacji na wsi z dziadkami, jakie ja miałam szczęście przeżywać. 

Z punktu widzenia poszerzania horyzontów, gdyby jakiś dorosły czytelnik potrzebował wymówki przy sięganiu po książki Buyno-Arctowej warto poznać książkę, bo to relacja z pierwszej ręki, pisarka dzieciństwo spędziła w majątku Brzeziny pod Łodzią i taki nie wykrzywiony w grymasie obraz ziemiaństwa, które pracujących traktuje jak członków rodziny, a dworek to duża prężna instytucja oświatowo-rolna dająca wyżywienie swoim mieszkańcom i wykształcenie dzieciom, które musiało być dużym wysiłkiem finansowym, aby wartości i wiedzę niosły przez życie i przekazywały kolejnym pokoleniom.


sobota, 23 czerwca 2018

Nie zdawałam sobie sprawy, że są zwierzęta, które w środku lata zaczynają jesień. Żubr Pompik. Kolory jesieni i pozostałe historie. Tomasz Samojlik.

We wstępie książki Wojciecha Mikołuszko Z tatą w przyrodę przeczytałam, że maluchy wiedzą więcej o groźnych lwach, pękatych słoniach, a nawet prehistorycznych dinozaurach niż o rodzimej faunie i florze i myślę, że sporo w tym stwierdzeniu prawdy. Ale na szczęście mamy pana Mikołuszko i Tomasza Samojlika, którzy o polskiej przyrodzie opowiadają tak dobrze, jak Maria Kownacka w "Razem ze słonkiem" wiele lat temu. 

Seria książeczek o Żubrze Pompiku doskonale prezentuje się w biblioteczce przedszkolaka, komiksy o ryjówkach skierowane są do nieco starszych dzieci. Każda książka to kopalnia wiedzy o polskiej przyrodzie, zwyczajach zwierząt, tajemniczych gatunkach zamieszkujących mroczne, słowiańskie bory :)

Lubię książki podzielone według pór roku, a Pompika i jego żubrzą rodzinę poznajemy w różnorodnych okolicznościach przyrody. Są tomy wiosenne, zimowe, a ja opowiem u progu lata o kolorowych liściach i odlatujących bocianach, bo właśnie "Kolory jesieni i pozostałe historie" wypożyczyłam ostatnio z biblioteki.

Pompik i Polinka zamieszkują z rodzicami żubrzą polanę, latem, z pełnymi ziół brzuszkami żubry eksplorują las i poznają jego niezwykłych mieszkańców od niewielkiej ćmy, która słodki zapach ukochanej wyczuwa z drugiego końca lasu i mając księżyc za przewodnika podąża nocą jej śladem, przez rozbrykane kuny po zimorodki zamieszkujące norki w piaszczystych skarpach przy rzece.

Każda historia ma wielu bohaterów, którzy chętnie dzielą się z czytelnikami swoimi tajemnicami: borsuki sprzątają nory swoją i te dziedziczone po ojcach i dziadach, jenoty zakładają leśny squot, ropucha zdradza gdzie skrywa groźną, śmiercionośną broń, a rzekotka okazuje się kameleonem.

Barwne, fascynujące historie do czytania przed snem, uśmiechnięta żubrza rodzinka na ilustracjach i mnóstwo wiedzy, która przyda się także dorosłym czytelnikom, bo czy wiedzieliście, że czarny bocian jest sprinterem w porównaniu do białych kuzynów i kiedy oni z mozołem machają skrzydłami w drodze na zimowisko, on może sobie pozwolić na kilka dodatkowych dni na polskich łąkach :)

piątek, 22 czerwca 2018

Ocal mnie z paszczy lwa. Detektywi z klasztornego wzgórza. Zuzanna Orlińska.

W przeciągu kilku miesięcy wyspa stała się bez książkową i bezludną, nad zmianą tego stanu rzeczy postaram się podczas bezsennych nocy popracować, inna sprawa, że śpię doskonale więc blogowy stan rzeczy może się jednak nie zmienić. Inspiracji czytelniczych mi nie brak, notes w którym zapisuję tytuły przeczytanych książek wybił czerwcową porą na papierowym liczniku rekordową dla mnie liczbę 78 przeczytanych książek. Więc na wyspie w 2018 stoi solidny regał, wypadałoby jeszcze każdej z przeczytanych powieści poświęcić skrawek wyspy i otoczyć własnymi słowami. Dzisiaj chciałabym zwrócić uwagę czytelników, którzy nie pogonili mnie jeszcze z paska czytanych blogów na serię książek "A to historia" i na Zuzannę Orlińską, której 2 powieści zachwyciły mnie w ostatnich tygodniach.
***
Pierwsza z nich to "Z Bożej łaski Jadwiga Król" książka napisana z takim ogniem historycznym, że niezależnie od wieku naprawdę warto ją poznać. Autorka ma doskonały warsztat zarówno pisarski, jak historyczny i anielską cierpliwość do zagłębiania się w źródła historyczne, te niteczki wyplata w przepiękne, chwytające za serce opowieści o dziejach minionych. Króla Jadwigę poznajemy jeszcze przed ślubem z Jagiełłą i trudno naszej władczyni nie pokochać, podobnie jak tajemniczej Formozy, która ze źródeł historycznych znana jest wyłącznie z niezwykłego imienia (być może pochodzącego z biblijnej Pieśni nad pieśniami - nigra sum sed formosa*). Zuzanna Orlińska wymyśliła Formozę od podstaw i to jedna z takich książkowych bohaterek, które długo po lekturze będziecie wspominać.

Druga książka Zuzanny Orlińskiej "Detektywi z klasztornego wzgórza" to doskonale napisana powieść dla młodego czytelnika z historią w tle. Chociaż wyrosłam z grupy docelowej mam ciągły głód takich książek dla młodzieży, napisanych z szacunkiem dla inteligencji młodego człowieka i będących pomocą naukową wyjaśniającą zawiłości przedwojennego świata. 

W książce opisano lata 30 XX wieku przez karty powieści przewijają się barwne postacie tworzące zbiorową świadomość Polaków początku wieku XX, poeci, pisarze, naukowcy, inżynier Stefan Ossowiecki jasnowidz, który na niejedną powieść i serial zasłużył, przewidział bowiem koszmar II wojny światowej, a w jej trakcie szukał zaginionych. Akcja książki osadzona jest w Czerwińsku nad Wisłą, autorka doskonale pokazała barwny świat małych wielokulturowych miasteczek II Rzeczpospolitej,  które przepadły w wojennej zawierusze. Sporo miejsca poświęciła opisom Wisły zmieniającej się o każdej porze dnia i roku, będącej główną arterią miasteczka i żywicielką wielu rodzin. 

Powieść osnuta jest wokół wizyty prezydenta Ignacego Mościckiego w Czerwińsku i tajemniczego malarza, którego pojawienie się w miasteczku na krótko przed nią budzi niepokój czerwińskich...dzieci. Malarz kręci się wokół klasztoru na wzgórzu, wspina się na wieże znajdującą się na trasie przejazdu prezydenta, bada każde z zabytkowych klasztornych drzwi, pod okiem nieświadomych, zapracowanych dorosłych. Tajemnice klasztoru i malarza usiłują rozwikłać panienka z dobrego domu, syn restauratorów i wyratowany z powodzi pies Indus. 

Poza sympatycznymi bohaterami Bronką i Jerzym, którzy uwielbiają czytać ukryci w wieży, bądź na drzewie, poznajemy historię niezwykłego przedmiotu, anataby z brązu, głowy lwa, pomiędzy którego kłami tkwi maleńka głowa człowieka. 

Salva me ex ore leonis [...]- Ocal mnie z paszczy lwa. Tak właśnie słowami psalmu mówi ta kołatka. 

Jedna z dziewięciu w Europie, anataba czerwińska została ukradziona przez Dagoberta Freya w czasie okupacji i najprawdopodobniej nadal pozostaje w rękach jego rodziny. Takich niezwykłych historii, które wydarzyły się naprawdę, jest tu więcej, a także szczegółowe, piękne opisy zabytków, sklepów i przedmiotów używanych w międzywojniu, warszawskie antykwariaty, setki drobiazgów, które znalazła w źródłach historycznych autorka i ożywiła dla nas w swojej książce.

Po przeczytaniu "Z Bożej łaski Jadwiga Król" pokochałam książki Zuzanny Orlińskiej teraz potwierdzam swoje zauroczenie jej twórczością. Świeżo wypożyczonych z biblioteki "Detektywów.." miałam tylko przekartkować i tak do-kartkowałam do ostatniej strony. Polecam serię #atohistoria nie tylko dzieciom, bo odnajdą w nich klimat najlepszych młodzieżowych powieści sprzed lat także dorośli :-)

*śniada jestem, lecz piękna

piątek, 15 grudnia 2017

A tu do wyższych pnę się grządek w mej firmie „Trwoga & Żołądek”

Za oknem wieje okrutnie, choć w Krakowie wietrzenie miasta zimową porą witamy z ulgą i radością, nasze płuca i mózgi w końcu otrzymają zasłużoną dawkę świeżego powietrza. Pogoda jest więc idealna na pisanie postów, dzisiaj podzielę się więc swoim stosikiem zbieranym jesienią, którym zaczytywać będę się zimową porą.

Dwie książki to taki mroźny impuls, chciałam poczytać o zimie więc kupiłam książkę o jej ekstremalnym obliczu w "Spod zamarzniętych powiek" Adama Bieleckiego zmagającego się z aurą i górami oraz kryminał wprost z Grenlandii. Kryminały ostatnimi czasy robią za przewodniki po nieznanych krainach, zachęceni sukcesami Skandynawów pisarze uwieczniają swoje wioski, miasteczka, ich tło społeczne, pogodę, ulice, sąsiadów, dodają kryminalną intrygę i jest to przepis na sukces na rynkach księgarskich. Połączenie Grenlandii z wątkiem kryminalnym działa na wyobraźnię czytelnika, ja widząc zapowiedź "Dziewczyny bez skóry" zobaczyłam obrazy skutej lodem, spowitej mrokiem śnieżnej krainy i moja wyobraźnia została kupiona, a książka bez głębszego zastanowienia zamówiona.

"Demelzy" wypatrywałam w kioskach już od kilku tygodni, pierwszy tom kolekcji "Poldark" przeczytałam w tempie ekspresowym, powieść ma posmak twórczości sióstr Bronte, ich nastrojowość obezwładniającą wyobraźnię czytelnika. Cieszę się, że powieści Winstona Grahama co miesiąc znajdę w saloniku prasowym, bo polubiliśmy się z Kornwalią i bohaterami od pierwszego czytania.

Dwie cieniutkie książeczki niemal niewidoczne na zdjęciu to czytanki w języku angielskim, dodatek do podręczników do nauki języka obcego. Posiadanie książki Jarosława Marka Rymkiewicza udało mi się zasygnalizować w poprzednim poście, co jest wysiłkiem niezwykłym dla tak leniwego blogera, jak moja skromna osoba. Na swoje usprawiedliwienie mam fragmenty wiersza o ludzkiej niedoskonałości autorstwa K.I.Gałczyńskiego, którym mam nadzieję odkupię nieco swoje winy w oczach zaglądających tu jeszcze czytelników.

„Ziemia i niebo przemijają,
lecz słowo Moje nie przeminie”,
kto to powiedział? kto powiedział?
Zapomniałem.

Zapomnieć snadniej. Przebacz, Panie:
za duży wiatr na moją wełnę;...

Nie mogę. Zrozum. Jestem mały
urzędnik w wielkim biurze świata,
a Ty byś chciał, żebym ja latał
i wiarą mą przenosił skały.

Nie mogę. Popatrz: to me dzieci,
śliczna kanapa i dywanik,
i lampa z abażurem świeci,
i gwiazdka malowana na nim,

gwiazdka normalna, świeci ziemsko —
a Ty byś zaraz — betlejemską!

Posadę przecież mam w tej firmie
kłamstwa, żelaza i papieru.
Kiedy ją stracę, kto mnie przyjmie?
Kto mi da jeść? Serafin? Cherub?

A tu do wyższych pnę się grządek
w mej firmie „Trwoga & Żołądek”.


sobota, 25 listopada 2017

Ale wie pan, wypisać się ze wszystkiego to jednak nie można.

Zgodnie z gorącym postanowieniem nie kupowania książek, aż do przerzedzenia drogą przeczytania domowych zbiorów...kupiłam sobie jeszcze jedną książkę. Jest bowiem takie miejsce w okolicy krakowskiego Rynku Głównego do którego nogi same mnie prowadzą, to księgarnia na ul. Szewskiej, gdzie można uzupełnić bibliotekę o książki historyczne, kryminały, albumy i książki dla dzieci. 

Wpadłam do księgarni na chwilę i zatonęłam w lekturze książki Jarosława Marka Rymkiewicza, trafiłam na fragment, którym podzielę się z Wami poniżej.

Ale wie pan, wypisać się ze wszystkiego to jednak nie można. - Chyba że ktoś umrze - mówi Profesor. Co usłyszawszy, pan Mareczek zaczyna się zastanawiać, czy wówczas, kiedy umrze, kiedy już go nie będzie, rzeczywiście wypisze się lub też zostanie wypisany ze wszystkiego, i dochodzi do wniosku, że jednak nie, chyba nie, bowiem z problematyki polskiej, ze sprawy polskiej, krótko mówiąc, z Polski wypisać się nie można, i Polak, który umiera, nie przemienia się przecież - o, to byłaby kara zbyt już okrutna, gorsza niż wszystkie czyśćce, wszystkie piekła - w truchło bez narodowości, w ducha bez ojczyzny, lecz pozostaje nadal Polakiem, duchem polskim, trupem polskim, i nadal zatem uczestniczy w polskich dziejach, jest obecny, jest świadkiem, poświadcza, i działa nadal duchowo, a może w tajemniczym jakimś sposobie, i fizycznie w sprawie polskiej, wspomaga Polskę, wzmaga polskość Polski, i pan Mareczek z prawdziwą przyjemnością wyobraża sobie siebie samego, ale już umarłego, już cokolwiek zetlałego pana Mareczka, który właśnie umarł, i widzi, jak on, ten dopiero co zmarły pan Mareczek, nadal będąc obecnym i wcale nie zamierzając zrezygnować, mimo rozkładu ciała, a może i ducha, z duchowej obecności w sprawie polskiej, z duchowego świadczenia na rzecz tej sprawy, udaje się właśnie - on, duch pana Mareczka albo jego upiór - autobusem pośpiesznym "D" do Pałacu u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu, ponieważ jest to akurat ten dzień miesiąca, w którym w tym Pałacu pan Mareczek - a teraz ju upiór pana Mareczka powinien opłacić miesięczną składkę związkową oraz miesięczną składkę na uwięzionych i prześladowanych.*

Całkiem przypadkowo trafiłam na kolejną ważną książkę w swoim czytelniczym życiu - "Rozmowy polskie latem roku 1983" Jarosława Marka Rymkiewicza. Jeżeli będziecie zwiedzać królewski Kraków, a jakimś cudem nie znacie dwóch ważnych dla moli książkowych adresów, służę uprzejmie: skład taniej książki znajduje się na ulicy Grodzkiej 50, a księgarnia "Tak czytam" przy Szewskiej 5. Z prawdziwymi książkowymi skarbami wrócicie do domu, a i zbaczać z turystycznych ścieżek w celu ich zdobycia nie ma potrzeby :)

*"Rozmowy polskie latem roku 1983" Jarosław Marek Rymkiewicz


Ale teraz przyjdzie nam żyć w jakiejś zabitej dechami wiosze. Wiesz, jaka nuda? Kika z beskidzkiego lasu. Maja Ładyńska.

Jeżeli podczas ferii zimowych brak wam zimowej oprawy, nie mogliście wyruszyć w ukochane góry sięgnijcie po idealną na styczniowy czas ks...