piątek, 4 maja 2012

Brzydki, mały skurczybyk.* Taniec ze smokami. Część I. George R.R. Martin.


Przeniosłam się z książkami na balkon:). Połowa dobytku przeniosła się razem ze mną: filiżanki, imbryki, ołówki, notatnik, chustki na włosy ( żeby nie wyhodować sobie dodatkowych piegów, te które mam w zupełności mi wystarczą :)), poduchy, koce, świeczki i lampiony ( na wieczorne posiedzenia ). No i cały kosz książek i gazet:). Nowe meble balkonowe i leżak ciągle zajęte, kwiaty rozrastają się dzielnie i kwitną wesoło w jasnych promieniach majowego słońca. Jest zielono i ciepło, tak jak lubię:). Nad głową wieczorami krążą mi stada jaskółek i tumany złotego i srebrnego pyłku roślinnego, unoszonego przez wiatr.
***
Pieśń Lodu i Ognia to moje wielkie odkrycie z ubiegłego roku. "Grę o tron" czytałam wiosną, zabierałam ją ze sobą do parku, był ciepły kwiecień, w książce panował klimat upalnego lata:). Z końcem kwietnia i początkiem maja tego roku wróciłam myślami do Siedmiu Królestw, czytając polskie wydanie "Tańca ze smokami". 
Uwielbiam książki, które zabierają mnie do innego świata. Jeżeli ten świat jest odrysowany z tak niezwykłą dokładnością jak Westeros, nie potrafię wręcz oderwać od niego swoich myśli. George R.R. Martin na potrzeby Pieśni Lodu i Ognia stworzył nowe religie, siedmiu bogów i ich przedstawicieli septonów i septy, starych bogów północy, tajemniczego pana światła, zdobywającego coraz większy posłuch w targanych kryzysami Siedmiu Królestwach, nowe systemy polityczne odmienne po dwóch stronach wąskiego morza, egzotykę Zatoki Niewolniczej, groźną i tajemniczą legendę Valyrii i surową północ z potężnym Murem, chroniącym Królestwo przed niebezpieczeństwami Nawiedzonego Lasu. Większość tych miejsc poznaliśmy w pierwszych czterech tomach Pieśni Lodu i Ognia, po lekturze "Tańca ze smokami" okazało się, że autor ma nieograniczoną wyobraźnię i powiększa stworzony przez siebie świat o nowe legendy, bohaterów, opisy krain, rzek i mórz oraz dokładniejsze przedstawienie praw rządzących już znanymi nam: Murem i miastami niewolniczymi.
Pierwszy tom "Tańca ze smokami" nie posuwa znacząco akcji do przodu, znajdziemy w nim bohaterów pominiętych w "Uczcie dla wron", Tyriona Lannistera, którego brakowało w tomie poprzednim, bardzo mocno rozbudowano wątki Daenerys, Jona Snow, Brana i Theona, który obecnie występuje pod dość oryginalnym i wiele mówiącym pseudonimem Fetor:). Karzeł o nieprzeciętnym umyśle, prowadzi nadal swoją własną politykę i tka prywatną sieć spisków, jest zabójczo zabawny i sprytny. I tutaj jedno zastrzeżenie do wydania polskiego, w wydaniu angielskim ta komiczna strona książki była dużo bardziej zabawna, polski tłumacz kilka razy rozjechał dowcipy Tyriona. W tomie pierwszym brakuje mi Aryi, która pojawi się w tomie drugim.
Momentami zmienia się "Taniec ze smokami" w morskie opowieści, statkami podróżuje Tyrion i Davos. Galery, zdobiące je galiony i cała masa morskich określeń urozmaicają ten tom i przypomniały mi "Wyspę skarbów" Roberta Louisa Stevensona i przygodowe książki, którymi z wypiekami na twarzy zaczytywałam się dawno temu.
Podoba mi się skupienie uwagi w tym tomie na Murze i młodym lordzie dowódcy Jonie Snow. Dokładnie poznajemy obowiązki lorda dowódcy, panujące wokół nastroje braci z Nocnej Straży, księgi ukryte w podziemiach Wieży lorda dowódcy, w których Sam i Jon szukają odpowiedzi na pytania o Innych i sposobów na walkę z nimi, odwiedzamy zbrojownie, sale w których czarni bracia spożywają posiłki i miejsce w którym znajdują się zapasy zgromadzone dla Nocnej Straży w tunelach po Murem. Zimno panujące na Murze przenika przez karty tej powieści i przeszywa czytelnika jakąś nieokreśloną grozą, podobnie jak spacerujący za Murem w coraz większej ilości świetlistoocy Inni.
Długo wahałam się przed zakupem "Tańca ze smokami", odstraszało mnie marne wydanie, okładka jest co prawda dużo ładniejsza od poprzednich, ale jakość papieru fatalna. Podzielenie tomu na dwie części to drugi ze sposobów wydawnictwa na wyciągnięcie paru złotówek więcej z naszych kieszeni. Udało mi się jednak kupić dwa tomy ze zniżką, w innym przypadku wystarczyłaby mi znajomość i posiadanie wydania angielskojęzycznego. 
Nie zgodzę się jednak z często prezentowanym poglądem, że treść książki jest przeciętna i nie wnosi niczego nowego do sagi, George R.R. Martin kazał długo czekać na tom piąty, ale trzyma naprawdę dobry poziom. Fakt, żaden z podstawowych wątków nie został zakończony, żadna konkretna tajemnica wyjaśniona, ale na to zostały przecież jeszcze dwa tomy, w "Tańcu ze smokami" poznajemy przecież rozwiązanie pewnych tajemnic, a dokładniej dowiadujemy się kto stoi za siecią spisków tkaną w podziemiach Siedmiu Królestw. Świat stworzony przez Martina powiększa się, opisy krain, rzek, zwyczajów, historii królestw tworzą kompletny i różnorodny świat baśniowo - rycerski z wszechobecną polityką i knuciem:).
Uwielbiam styl Georga  R. R. Matina i stworzoną przez niego Pieśń Lodu i Ognia, warto przed przeczytaniem "Tańca ze smokami" sięgnąć po "Ucztę dla wron" łatwiej wtedy wejść ponownie w tą opowieść. Chyba po raz pierwszy w życiu lepiej czytało mi się oryginalne angielskojęzyczne wydanie książki, aniżeli polskie. Jak już kilka miesięcy temu pisałam po przeczytaniu wydania angielskiego, książki Martina w oryginale to niezwykła uczta;). Tutaj dzielę się wrażeniami po przeczytaniu "A Dance with dragons" i piszę trochę więcej o treści książki.

Taniec ze smokami. Część I.
George R.R. Martin
Wydawnictwo Zysk i Spółka, Poznań 2011, 632 str.
* Reakcja Tyriona Lannistera na spotkanie z innym karłem:).



6 komentarzy:

  1. ja wczoraj też na balkon się przeniosłam, ale... krzesła mało wygodne były toteż długo nie posiedziałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio z balkonu przegania mnie nie najlepsza pogoda:).

      Usuń
  2. A mój balkon za wąski niestety. Nawet krzesełko tam się nie zmieści, a co dopiero stolik i kosz gazet i książek! A moje kwiatki też kwitną, ładnie. Taniec ze smokami przezcytałam w kwietniu. Musiałam się spieszyć, bo kolejka długa w bibliotece, trochę to mi przeszkodziło "w rozsmakowaniu się w lekturze". Mogłabym kupić, ale jak to pisałam już wcześniej - czekam cierpliwie na wydania HBO. Jestem cierpliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej bibliotece nikt nie słyszał chyba o G. Martinie, ani jednej części Pieśni Lodu i Ognia na półkach, a co dopiero świeżutki tom ostatni. Zdając sobie sprawę, że na kolejny tom przyjdzie jeszcze trochę poczekać przed drugą częścią Tańca... robię przerwę, chociaż to takie stwarzanie pozorów przed samą sobą, bo przecież wiem doskonale, co komu złego zrobią na końcu:).

      Usuń
    2. Ja przeczytałam paskudny spojler na Lubimy Czytać. Ech ludzie, ludzie...

      Usuń
    3. Niektórzy nie potrafią się bawić po prostu:). Jak już wrzucam spoiler to wypadałoby na wstępie o tym poinformować.

      Usuń