sobota, 10 marca 2012

Urok kobiety. Kilmeny z sadu. Lucy Maud Montgomery.

Książkom z wyrazami ogród lub sad w tytule nie potrafię się oprzeć. Szczególnie teraz, kiedy wiosna  nieśmiało zagląda przez okno jasnymi promieniami słonecznymi, a wiatr niesie zapowiedź coraz cieplejszych dni. Zapowiedź rychłej inauguracji nowego sezonu ogrodowo - balkonowego:). Z  filiżanką zielonej herbaty, bo marcowe noce do najcieplejszych nie należą, zasiadłam więc do lektury "Kilmeny z sadu".
Eric Marshall otrzymuje upragniony dyplom ukończenia wydziału humanistycznego college'u w Queenslea. Przed przejęciem rodzinnego interesu i poruszony gorącą prośbą o zastępstwo przyjaciela z czasów studenckich postanawia jeszcze przed rozpoczęciem kariery biznesmena spróbować swoich sił jako nauczyciel w Lindsay na Wyspie Księcia Edwarda. Wyjazd na wyspę robi spore zamieszanie w jego życiowych planach, a to za sprawą pewnej młodej damy poznanej podczas wieczornego spaceru po okolicy. Kilmeny Gordon jest niemą córką pięknej kobiety - Margaret, której uroda przyniosła w życiu niewiele dobrego. Związek z ojcem dziewczyny, który przekonany, że jest wdowcem pojął za żonę Margaret Gordon, zakończył się skandalem, kiedy pierwsza żona wkroczyła w swej jak najbardziej ziemskiej powłoce w progi domu Gordonów. Margaret nie potrafiąc znieść hańby jaką okrył ją mąż, ukryła siebie i swoje dziecko w domu przed wścibskimi sąsiadami. Słuch o Kilmeny zaginął, żaden z mieszkańców Lindsay nie widział dziewczyny od tamtych trudnych dla rodziny Gordonów dni. Przyjazd nowego nauczyciela odmienia los osiemnastoletniej Kilmeny. Para spotyka się w starym sadzie, gdzie ciemnowłosa i obdarzona niezwykłą urodą dziewczyna gra na skrzypcach. Na drodze Erica i Kilmeny do szczęścia stoi wiele przeszkód, zazdrosny wychowanek Gordonów oraz kalectwo dziewczyny.
Powieść "Kilmeny z sadu" jest rozbudowanym opowiadaniem, klimatem przypominającym te, ze zbiorku "Panna młoda czeka". Powieść nie zachwyciła mnie może tak jak "Miłość Pat", czy "Błękitny zamek", ale jak wszystkie książki Lucy Maud Montgomery ma swój delikatny urok. Ten urok objawia się w każdym opisie starego sadu, jego jodłowego płotu, różanych alejek i starej ławki na której pod opiekuńczymi gałęziami bzu po raz pierwszy ujrzał główny bohater piękną nieznajomą.

Kilmeny z sadu. (Kilmeny of the Orchard, 1910)
Lucy Maud Montgomery
Wydawnictwo Novus Orbis
Gdańsk 1994, 139 str.

4 komentarze:

  1. Nie uważasz, że to najsłabsza książka Montgomery? Stanowczo za słodka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie sielankowe obrazy niemej piękności przygrywającej ukochanemu na skrzypcach to już nadmiar lukru:). Przy tej książce lepiej nie jeść nic słodkiego bo może człowieka ten nadmiar słodyczy wykończyć. To na pewno najsłabsza książka Montgomery, takie szybkie czytadło na jeden wieczór. Tylko czarowi starego sadu uległam, ale ja mam na punkcie sadów niegroźną obsesję, historia Kilmeny nie specjalnie mi się podobała:).

      Usuń
  2. Z biografii Montgomery coś mi się po głowie plącze, że "Kilmeny" wydano wbrew jej woli. Miałam ta książkę od dziecka, ale nie przepadałam za nią tak, jak za pozostałymi powieściami autorki. tak mi jakoś dziwnie do nich nie pasowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie wydana na fali popularności innych książek, pierwsze wydanie kanadyjskie z 1910 roku, kiedy napisana, nie mam pojęcia, pewnie autorka była jeszcze niedoświadczoną pisarką. Miałam takie wrażenie czytając, że L.M.M pisała ją pod wrażeniem powieści sióstr Bronte, włoski, porywczy przybłęda wychowany przez Gordonów to taka wersja light Heathcliffa, historia Margaret to jakby wersja Jane Eyre, która wzięła ślub z Rochesterem pomimo istnienia jego drugiej żony. A może ostatnio za dużo książek sióstr Bronte czytałam i mi się wszystko z nimi kojarzy:). Kilmeny to bohaterka bardzo różna od tych do jakich przyzwyczaiła nas L.M.M., a książka to taki typowy, przewidywalny romans:).

      Usuń