Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 grudnia 2018

Rozmowy o truciznach są przyjemne o każdej porze roku, ale podczas Gwiazdki jest w nich coś szczególnego co przywołało uśmiech na mej twarzy. Flawia de Luce. Ucho od śledzia w śmietanie. Alan Bradley.


Czy jest lepszy sposób na plucho-grudzień niż eksplorowanie wiekowej angielskiej rezydencji? Nawet jeśli wycieczka do ojczyzny królowej Elżbiety jest chwilowo niemożliwa, można odbyć taką wyprawę z książką Alana Bradleya i ukryć się przed deszczem w wymyślonym przez autora Buckshaw, pełnym tajemniczych zakamarków dworze rodziny de Luce.

Kolejne pokolenia pozostawiły po sobie w Buckshaw laboratorium chemiczne i bibliotekę, która niczym kolejne warstwy geologiczne ziemi prezentuje zbiory od najstarszych pokoleń zbierających religijne traktaty po umieszczone w najniższej warstwie półek na wyciągnięcie ręki książki aktualnych mieszkańców domu. I w tej nieco mrocznej i tajemniczej świątyni książek odnalazła, a raczej wyczytała w podręczniku do chemii swojej matki, własne powołanie, główna bohaterka - Flawia de Luce.

Stosunkowo wcześnie w moim młodym życiu dane mi było się przekonać, że ludzki umysł niczego nie uwielbia tak bardzo, jak straszyć sam siebie, jakby nasze zwoje mózgowe były zastępem harcerek przytulonych do siebie przy ognisku gdzieś w ciemnych czeluściach czaszki.

Chemiczne laboratorium i pokój we wschodnim skrzydle podupadającej rezydencji to królestwo Flawii, w które nie zapuszczają się jej dwie siostry i ojciec. Główna bohaterka jest nieprzeciętnie inteligentną dziewczynką wykorzystującą swoją wiedzę o chemii w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, a dodać należy, że niemal każdy jej spacer po okolicy kończy się znalezieniem zwłok.  

W trzecim tomie podąża śladem zaginionego przed laty dziecka i winnych pobicia cyganki, przepowiadającej przyszłość na lokalnym festynie. Ku utrapieniu lokalnych stróżów prawa, Flawia pierwsza wpada na trop przestępców podróżując po okolicy z przyjaciółką Gladys. Ta wierna towarzyszka ma dwa koła i jest rowerem co wskazuje na wielką samotność Flawii, na siłę szukającej bratniej duszy. Otoczona przez dwie siostry które traktują Flawię w sposób na który w kodeksie karnym znalazłoby się kilka paragrafów i ojca, który poza znaczkami świata nie widzi, dziewczynka zapełnia sobie czas tropieniem przestępców.

Podoba mi się poczucie humoru i erudycja autora, więcej sekretów Flawii nie zdradzę, bo warto sięgnąć po ten kryminał, niezależnie od wieku czytającego. Grudzień pogodowo przypomina listopad, a jak wiadomo późna jesień to doskonały czas na kryminalne zagadki ukryte za mgłą tajemnic.

niedziela, 1 listopada 2015

Pchnęła do góry klapę i znalazła się na strychu. Niemiecki bękart. Camilla Läckberg.

Camilla Läckberg w swoim domu/fot.znaleziona w internecie
Lubię mieć w torebce książkę na wypadek dłuższej jazdy komunikacją miejską, czy utknięcia w kolejce. Przemierzanie autobusami pięknego jesiennymi kolorami Krakowa nie jest uciążliwe, bo moje miasto nie może się znudzić, dlatego wypożyczyłam książkę możliwie najprostszą w swej konstrukcji i nie wymagającą jakiegoś przesadnego skupienia, żeby umożliwiała mi równoczesne kontemplowanie widoku za oknem i nie gubienie się w literkach ;)

To nie jest moje pierwsze spotkanie z autorką, czytałam już "Kamieniarza"  Camilli Läckberg, teraz przyszła kolej na "Niemieckiego bękarta". Konstrukcja obydwu powieści jest podobna, akcja biegnie dwutorowo, z domu pisarki Eriki Falck i policjanta Patrika oraz z ospałego komisariatu w niewielkim nadmorskim kurorcie Fjällbaca,  przenosimy się w przeszłość, poznając losy czwórki nastolatków przeżywających swoją młodość w latach II wojny światowej.

Camilla Läckberg trafiła w gust czytelników, o czym świadczy ilość przekładów i popularność jej powieści w bibliotekach i księgarniach. Każdy kolejny tom jest oczekiwany i chętnie kupowany, czy zamawiany w bibliotekach wiele miesięcy po premierze ( sama mam problem z wypożyczeniem "Pogromcy lwów", wyprzedza mnie jakichś pięciu innych chętnych, ech, ten zaczytany Kraków :) ), pomimo że jej książki to na pewno nie jest literatura wysokich lotów. Ot, najprostszym możliwie językiem drewniano-przewidywalni bohaterowie wygłaszają monotonne kwestie, których się po nich spodziewamy, jak w 500 odcinku jakiegoś serialu obyczajowego. Kilka tematów w szwedzkim mainstreamowym przekazie naczelnych, czyli walka z rasizmem, nazizmem, homofobią. Z jednej strony, tej złej, prymitywizm, agresja, żadnej głębi postaci, po drugiej, dobrej stronie, tolerancja i kompletna bezrefleksyjność. To jest książka pisana według jakiegoś wyuczonego schematu, po pisarskim kursie.

Teraz o zaletach, bo przecież mam ochotę sięgnąć po kolejne tomy :) Co najbardziej przyciąga mnie w książkach to wplatanie wątków historycznych w fabułę, wyszperane w kufrze amerykańskim ( starej drewnianej skrzyni wzmocnionej blachą, do której Szwedzi pakowali dobytek i emigrowali do Nowego Świata ) pamiątki po matce Eriki: pamiętnik i nazistowskie odznaczenie, zapoczątkują poszukiwania w bibliotekach, archiwach, brakujących elementów przeszłości matki głównej bohaterki. Zapomniana historia wpływa na współczesne wypadki i zdaje się mieć związek z popełnionymi współcześnie morderstwami.
  
Postawiła nogę na pierwszym stopniu. Z dołu dochodził radosny śmiech Mai. Patrik bawił się z nią w salonie. Te odgłosy ją uspokoiły, mogła wejść na następny stopień. Potem jeszcze pięć. Pchnęła do góry klapę i znalazła się na strychu. W powietrze uniósł się tuman kurzu. Rozmawiali z Patrikiem o tym, żeby w przyszłości, gdy Maja będzie starsza, urządzić sobie tutaj kącik. Ale na razie był to najzwyklejszy strych z podłogą z desek i spadzistym dachem z odsłoniętym belkowaniem. I z mnóstwem rozmaitych rupieci, zabawek na choinkę, ubranek, z których wyrosła Maja...

Znajomość z łączącymi wątki kryminalne z obyczajowymi powieściami Camilli Läckberg odświeżyłam za sprawą obejrzanego z wielką przyjemnością serialu z 2013 roku, zatytułowanego "Morderstwa w Fjällbace". Serial oddaje nieco ospały urok małego nadmorskiego miasteczka, a serialowa Erika, czyli Claudia Galli jest równie sympatyczna, jak ta książkowa. To chyba głównie Erika Falck i jej życie rodzinne wzbudzają zainteresowanie oraz ciepłe uczucia u czytelnika i chyba tylko z ciekawości, jak się chowa Maja i kiedy urodzą się tej parze kolejne dzieci, sięgnę kiedyś po następne tomy ;)

piątek, 2 października 2015

Jak w komiksie. Co nas nie zabije. David Lagercrantz.

Jesień w odsłonie deszczowej sprzyja sięganiu po kryminały, nie tylko blogowa brać potwierdza tę ludową mądrość, również podczas moich nieprofesjonalnych obserwacji socjologicznych w krakowskim MPK wychwytuję okładki lepiej i mniej znanych skandynawskich hitów eksportowych :) Właśnie dlatego, że sama nabrałam ochoty na mroczny kryminał skandynawski i trochę przez nachalną reklamę nie pozwalającą tytułu zapomnieć, kupiłam kontynuację Millenium Lagercrantza. Przez to bombardowanie reklamą, jakoś nie mam oporów przed napisaniem na wstępie: spokojnie poczekajcie na tą książkę w bibliotece, albo pożyczcie od znajomego, to przyzwoity produkt, ale nie w głowie mi powrót do lektury, więc nie ma potrzeby upychać jej na regałach, lepiej zostawić miejsce na powieść E. Cherezińskiej na przykład. Przy czym jedno zastrzeżenie jeżeli byliście/nadal jesteście fanami komiksów zakupu "Co nas nie zabije" nie będziecie żałować, ale o tym później.

Nie mam problemu z sięganiem po kontynuacje znanych powieści pisane ręką innego autora, przeczytałam kilka wariacji  na temat powieści J. Austen, zdarzyło mi się sięgnąć po "Dziwne losy Adelki" E. Tennant, zazwyczaj były to "potworki powieściopodobne", ale niczego więcej nie można spodziewać się po kontynuacji pisanej parę wieków później, wtedy faktycznie trudno o oddanie realiów epoki minionej. Pod tym względem wydaje się, że Lagercrantz miał łatwiejszą sytuację, mimo że historia w ostatnich kilku latach znacząco przyspieszyła.

Nie będę przesadnie dużo pisać o fabule, można ją odnaleźć w wielu zakątkach internetu, poza tym to jednak okrucieństwo zdradzać nieświadomemu czytelnikowi fragmenty kryminału. Napiszę tylko, że autor to na pewno bardzo inteligentny facet, oczytany, z dużą wiedzą o nowoczesnych technologiach, ta wiedza imponuje nawet takiemu czytelnikowi, który woli rozważania o kondycji społeczeństwa, prawnych i politycznych aspektach życia, które były mocną stroną trzech tomów napisanych przez S.Larssona. Powieść jest dobrze napisana, mroczna i trzymająca w napięciu i nie jest ślepym naśladownictwem S.Larssona. D.Lagercrantz podszedł do tematu bez kompleksu poprzednika, zaufał swojemu doskonałemu warsztatowi i dzięki temu czytamy świetny kryminał bez zgrzytania zębami na chciwość spadkobierców i wydawców. W pewnym momencie Lagercrantz puszcza oko do czytelników nadając powieści komiksowego wymiaru, gdzie przerysowani bohaterowie są karykaturalnie dobrzy lub karykaturalnie źli, przy czym zło ma wymiar absolutny i jest piękne dlatego tak niebezpieczne, a dobro jest mroczne i posługuje się w walce o sprawiedliwość metodami zła. Prawda, że zupełnie jak w komiksach Marvela? Jeżeli zaczytywaliście się w przeszłości komiksami, uśmiechniecie się szeroko do tej powieści, dla mnie to "ukomiksowienie" Millenium to najmocniejszy akcent książki. Jedyna rzecz, która drażniła to skupienie na nieszczęsnej rodzinie Lisbeth, czy tym razem to Blomqvist nie mógłby mieć jakiejś szalonej ciotki dla odmiany?

Jeżeli szukacie mrocznego kryminału z jesiennym podkładem sztormów, ulew i zimnym Sztokholmem, o którym zawsze dobrze się czyta, albo dobrego komiksu to jest to idealna książka na nadchodzące październikowe wieczory :) No chyba, że nadal uparcie chcecie poczytać Millenium wtedy dajcie sobie spokój z Lagercrantzem i odświeżcie trzy tomy Larssona, albo obejrzyjcie szwedzką adaptację ;)

"Co nas nie zabije." David Lagercrantz
Czarna Owca 2015, 499 str.


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Słyszałam szept zmarłych w tych ścianach. Mają co opowiadać. Nocna zamieć. Johan Theorin.

Olandia to wyspa u wschodnich wybrzeży Szwecji, ulubione miejsce letniego wypoczynku mieszkańców dużych miast, tętniące życiem podczas sezonu urlopowego i zamierające jesienią na długie zimowe miesiące. Zimową martwotę przerywa nawiedzający raz do roku wyspę wiatr fåk, doprowadzający nielicznych mieszkańców do obłędu i odcinający Olandię od świata na długie, mroczne godziny nocnej zamieci.

W ten zimowy chłód Olandii sprowadza się młoda rodzina, osiedlając się w gospodarstwie Åludden, które od dziesięcioleci zamieszkiwali latarnicy. W cieniu dwóch nieczynnych latarni, pośród duchów przeszłości, postanawiają zaszyć się z dala od zgiełku Sztokholmu, Joakim i Katrine Westinowie z dwójką dzieci.

Pokiereszowani przez los, początkowo czytelnik nie wie jaką mroczną tajemnicę przywożą ze sobą do  Åludden Westinowie, z czasem pomiędzy kolejnymi retrospekcjami z przeszłości zapisanej losami nieżyjących mieszkańców drewnianego gospodarstwa, ujawniane są również mroczne tajemnice z życia młodego małżeństwa. W domu, któremu Westinowie postanowili zwrócić dawny blask i funkcjonalność, czeka ich kolejna tragedia.

Bohaterami książki Theorina są nie tylko młoda policjantka, znający wszystkie tajemnice Olandii Gerlof oraz Joakim, równoprawnymi bohaterami, którym nie mniej uwagi poświęca pisarz są zjawiska przyrody: uczłowieczony niemal w swoim okrucieństwie fåk, mgły spowijające jesienią alvaret, czy sama przerażająca wyspa, której po lekturze "Nocnej zamieci" czytelnik bynajmniej nie ma ochoty odwiedzać. Kolejnymi bohaterami "Nocnej zamieci" są...duchy, dziesiątki nieżyjących mieszkańców
Åludden, którzy zginęli w tragicznych okolicznościach na lądzie, bądź gwałtowną śmiercią na morzu i wracają w święta Bożego Narodzenia do swojego domu na Olandii. 

To właśnie wokół tej wiary wyspiarzy w duchy powracające do świata w którym żyli, do domów które budowali z wyrwanego Bałtykowi drewna, snuje swoją wielowymiarową powieść Johan Theorin. Autor sam wychował się na Olandii, z wyspy pochodzi jego matka i jej przodkowie, zasłyszane od dziadka i matki, która podczas rozwieszania prania zobaczyła ducha rozbitka, opowieści o przeszłości, stare legendy olandzkie wplata pisarz w fabułę, nadając jej mistycznego wymiaru. 

Tu właśnie zaczyna się moja książka, Katrine, w roku, gdy zbudowano gospodarstwo Åludden. Dla mnie znaczyło ono więcej niż tylko dom, w którym mieszkałam wraz z matką. To było miejsce, w którym osiągnęłam dorosłość. Poławiacz węgorzy Ragnar Davidsson powiedział mi kiedyś, że spora część gospodarstwa została zbudowana ze szczątków łodzi niemieckich flisaków. I wierzę mu. Na bocznej ścianie obory, w rogu przy wejściu na stryszek z sianem, widnieje wyryty w desce napis: KU PAMIĘCI CHRISTIANA LUDWIGA. Słyszałam szept zmarłych w tych ścianach. Mają co opowiadać.

Mroczna, klimatyczna powieść kryminalna trzyma w napięciu i zamyka czytelnika na pełnej tajemnic wyspie, od pierwszej strony czekamy na zapowiadany od początku fåk, z przeczuciem tragedii, które nocna zamieć przyniesie. Tajemnicze zjawisko przyrody rokrocznie zdaje się pożerać jakiegoś mieszkańca Olandii i przynosić klęski oraz nieszczęścia nieuchronne niczym biblijne plagi. Genialna książka, dziejąca się w okolicach Bożego Narodzenia, w zimnej, zasypanej śniegiem Skandynawii. Podczas czytania "Nocnej zamieci" nerwowo reaguje się na każdy nieznany w domu odgłos, a przyznacie, że niełatwo tak przerazić i zafascynować zarazem czytelnika, żeby odizolować go od rzeczywistości i przenieść na wyspę, której po lekturze bynajmniej nie ma ochoty odwiedzić, zbyt przerażony jej legendami.
Johan Theorin/fot. znaleziona w internecie

sobota, 24 listopada 2012

Prawda i rozwiązanie mogą się kryć pod z pozoru niedostrzegalną kombinacją szczegółów. Morderca bez twarzy. Henning Mankell.


Lubię historie kryminalne osadzone w zimowych realiach, zaśnieżonych pejzażach, z zawodzącym w tle wichrem i płatkami śniegu. Zimowe warunki atmosferyczne utrudniają rozwiązanie zagadek kryminalnych i głównym bohaterom życie. Taką mroźną aurę odnalazłam ostatnio w "Mordercy bez twarzy", pierwszym tomie opowieści o policjancie z Ystadt - Kurcie Wallanderze.
W nocy z piątku na sobotę, 27 stycznia, od południa rozpętała się gwałtowna burza śnieżna. Po paru godzinach E14 została kompletnie zablokowana. Śnieg sypał nieprzerwanie przez sześć godzin. Porywisty wiatr czynił pracę pługów śnieżnych całkowicie bezsensowną. Z taką samą szybkością, z jaką pługi odgarniały śnieg z drogi, wiatr usypywał nowe zaspy.
W sennej wiosce Lenarp zamordowana zostaje para staruszków. Okrucieństwo z jakim morderca dokonał zbrodni, wstrząsa nawet doświadczonymi funkcjonariuszami skańskiej policji. Jedna z ofiar przed śmiercią zdąży wyszeptać słowo: "zagraniczny", które wyciekając do mediów, narobi sporo zamieszania w spokojnej Skanii, budząc rasistowskie demony i rozpoczynając debatę o zbyt liberalnej polityce imigracyjnej Szwecji. Wątek żmudnego, wielomiesięcznego śledztwa uzupełnia historia życia czterdziestoletniego Wallandera, opuszczonego przez żonę, nie potrafiącego nawiązać kontaktu z córką i ojcem.
Po twórczość Henninga Mankella sięgam bez większego wahania, kiedy mam ochotę na skandynawski kryminał i zazwyczaj jest to strzał w dziesiątkę. Książki o Kurcie Wallanderze to bardzo realistyczne kryminały policyjne, odsłaniające przed laikiem kulisy pracy policji: powolne ustalanie faktów, niekończące się przesłuchania oraz ogrom zaangażowania grupy dochodzeniowej, która na czas trwania śledztwa, niemal rezygnuje z życia prywatnego. Cenię u Henninga Mankella niezwykłą umiejętność przystępnego przedstawiania diagnozy społecznej Szwecji z początków lat dziewięćdziesiątych, to dzięki tym fragmentom czytelnik nie czuje się zagubiony zgłębiając losy śledztwa, zachowania policji i mieszkańców szwedzkiej prowincji, ich stosunek do imigrantów również nie szokuje, dzięki dyskretnemu wprowadzeniu do tematu autora. Jednak ten smutny realizm, ucieczki w alkohol, rozstrojenie głównego bohatera, nie tworzą powieści "ku pokrzepieniu" na listopadowe wieczory, wręcz przeciwnie, po lekturze nawet mgła za oknem przytłacza człowieka dwa razy bardziej. Dlatego polecam lekturę "Mordercy bez twarzy" w nieco przyjemniejszych okolicznościach przyrody, kiedy jesień pokazuje nieco przyjaźniejsze oblicze:).

Morderca bez twarzy. ( Mördare utan ansikte. 1991 )
Henning Mankell
Wydawnictwo WAB, Warszawa 2006, 301 str.
Psy z Rygi.
O krok. 

piątek, 31 sierpnia 2012

Gdzieś pod powierzchnią wciąż kipiała ta sama nienawiść. Duchy Belfastu. Stuart Neville.


Kolejny, długi i po brzegi wypełniony zajęciami dzień sierpnia powolutku się kończy. Lubię to wieczorne "powolutku", bo to kilka chwil wyłącznie dla mnie, wreszcie mam czas poczytać, chociaż tempo czytelnicze latem to zaledwie kilkanaście stron dziennie, albo obejrzeć, któryś z zalegających od miesięcy w domowej filmotece filmów. Sierpniowe wieczory zaczynam z kubkiem kakao na balkonie, obserwując jak spokojnie i z dnia na dzień ciszej zapada zmrok. Sierpień ma zapach powideł i kopru upychanego w słoikach z ogórkami, a sierpniowe książki mają smak jabłek z mojego sadu:).
***
Rozsądek podpowiada, że przed snem nie myśli się i nie opowiada innym o duchach, ale cóż poradzić na to, że właśnie o duchach traktuje czytana kilka tygodni temu książka, a ja tylko tych kilka chwil późną nocą mogę poświęcić na krótką o niej opowieść:). Zatem dzisiaj będzie o Irlandii Północnej, jej balfasckim sercu, wyrzutach sumienia i makabrycznym korowodzie złożonym z dwunastu duchów, który towarzyszy głównemu bohaterowi książki z krwistoczerwoną okładką:).
"Duchy Belfastu" Stuarta Neville wybrałam znużona czytanymi ostatnio raczej spokojnymi książkami, chciałam radykalnie zmienić klimat i przeczytać jakiś kryminał, na myśl o dziełach skandynawskich pisarzy dostawałam już lekkiej wysypki, bo ostatniej jesieni trochę przedawkowałam książki rodem ze Skandynawii. Na sierpniowe wieczory wybrałam więc trzymający w napięciu debiut Irlandczyka Stuarta Neville.
Główny bohater książki Gerry Fegan urodził się na ulicy Falls w Belfaście, w bastionie republikanów. Jako nastolatek dostaje się wraz z przyjacielem Michaelem McKenna pod opiekę charyzmatycznego Byka O'Kane, który wprowadza go w struktury Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Gerry jako dorosły człowiek morduje na zlecenie swoich przełożonych i podkłada bomby na Shankill, na ulicy zamieszkiwanej przez lojalistów. Za podłożenie bomby w dzielnicy protestanckiej  i zabójstwo trzech osób, Gerry trafia do więzienia w 1988 roku. W czasie długich lat odsiadki sytuacja w Belfaście powoli się normalizuje, w 1998 roku podpisane zostaje porozumienie wielkopiątkowe, dawni koledzy zajmują intratne posady, zostają znanymi politykami. Gerry opuszcza dzięki amnestii więzienie w Maze, ale nie potrafi odnaleźć się na wolności, swoje wyrzuty sumienia topi w alkoholu, a we dnie i w nocy towarzyszy mu dwanaście duchów osób zabitych przez niego podczas "The Troubles". Makabryczny korowód nie pozwala mu zapomnieć o popełnionych zbrodniach i wymusza na Gerrym popełnienie kolejnych. Gerry znów zaczyna robić jedyną rzecz, która dobrze mu w życiu wychodziła, zaczyna zabijać, tym razem swoich dawnych przełożonych.
"Duchy Belfastu" to bardziej thriller polityczny, aniżeli kryminał, książka którą odbierałam na kilku płaszczyznach: fabuły, której bohaterowie byli jednowymiarowi i mało przekonujący oraz tła historycznego i społecznego, które bardzo sprawnie Stuart Neville opisał. Przyznam, że miałam dość ograniczoną wiedzę na temat historii Irlandii Północnej, a po lekturze "Duchów Belfastu" zaczęłam rozumieć, co tak naprawdę działo się w tym kraju przed porozumieniem wielkopiątkowym z 1998 roku, autor starał się pokazać ile krwi i złamanych życiorysów kryje się za niewinną nazwą "The Troubles". W tych momentach, w których autor odkrywał przed czytelnikami tajemnice Belfastu, tłumacząc zaszłości historyczne, książka podobała mi się bardzo, zamieniając się w przewodnik po przeszłości i teraźniejszości Irlandii Północnej i właśnie dla tych momentów polecam ją gorąco.

Duchy Belfastu. ( The Ghosts of Belfast., 2009 )
Stuart Neville
Wydawnictwo W.A.B. Warszawa  2012, 349 str.

piątek, 11 listopada 2011

Raju już nie namaluję, muszę zadowolić się tym, że go widziałem. Psy z Rygi. Henning Mankell.

"Psy z Rygi" są drugą przeczytaną przeze mnie książką Henninga Mankella. Po poprzednim tomie miałam niedosyt informacji na temat głównego bohatera, dlatego będąc w bibliotece wyłowiłam z półek właśnie  "Psy z Rygi" i znów kilka jesiennych wieczorów spędziłam w mrocznym świecie zagadek kryminalnych rodem ze Szwecji. Jak widać, książki Mankella czytam kompletnie niechronologicznie wydarzenia opisane w "O krok" to druga połowa lat dziewięćdziesiątych, "Psy z Rygi" powstały kilka lat wcześniej w 1992 roku, a opisują rok 1991. 
Początek książki nie jest specjalnie zaskakujący, w mroźny zimowy dzień, dwóch przemytników zauważa dryfujący po morzu ponton z makabryczną zawartością trupów sztuk dwie. Policjanci z Ystadu mają za zadanie rozwiązać zagadkę dotyczącą pochodzenia ofiar, badania patologów wskazują, że nie są to Szwedzi tylko obywatele jednej z republik nadbałtyckich. Po ostatecznym ustaleniu narodowości zamordowanych rezydentów pontonu, Kurt Wallander otrzymuje wsparcie z Łotwy, doświadczonego majora policji Karlisa Liepę. W całą sprawę angażuje się również zupełnie nieoczekiwanie szwedzkie MSZ. Rozpoczyna się kolejne żmudne śledztwo prowadzone przez Wallandera, którego początek ma miejsce w Ystadt, a potem przenosi się do Łotwy.
W tej książce mamy zatem zestawione na zasadzie kontrastu dwa miasta Rygę i szwedzki Ystadt, mamy okazję przyjrzeć się dwum zupełnie odmiennym modelom życia po dwóch różnych stronach żelaznej kurtyny.
Autor przedstawił trudną sytuację polityczną i społeczną Łotwy w 1991 roku, kraju w którym obok rdzennych Łotyszy mieszka około 30% Rosjan. Zaraz po oderwaniu się tej nadbałtyckiej republiki od Związku Radzieckiego trudno było nakreślić nowy demokratyczny kierunek rozwoju państwa, w którym duża cześć decydentów nadal uważała, że Bóg zasiada na Kremlu. Opozycja demokratyczna ciągle była poddawana presji i próbom skompromitowania przez rozszalałe służby specjalne.
W "Psach z Rygi" poznajemy dokładniej życie prywatne głównego bohatera, jego trudną relację z ojcem - artystą oraz zaczątki jego związku z pewną łotewską wdową.
Jak dla mnie sporo jest niespójności w tej książce, kompletnie nie rozumiem w jakim celu głównego bohatera wysłano do Rygi, jak pokazały późniejsze wydarzenia nie miał przecież żadnego realnego wpływu na działania łotewskich śledczych. Trochę naciągana fabuła, w której jeden policjant z zachodu robi  porządki w zaprzyjaźnionym kraju. Przy całej sympatii dla Kurta Wallandera wydaje mi się, że  uwalnianie się spod wpływów Związku Radzieckiego mimo wszystko takie łatwe nie było.
Podoba mi się styl Henninga Mankella, a szczególnie sposób w jaki snuje swoje obserwacje społeczne.

Psy z Rygi
Henning Mankell
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2006, 284 str.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Opisane wydarzenia mogły mieć miejsce, ale mogły również wyglądać całkiem inaczej. O krok. Henning Mankell.

Jesień w pełni, poranne przedzieranie się przez krakowskie mgły wpędza w dość ponury nastrój, sytuacji nie ratują nawet ciepłe popołudniowe spacery. I w takich warunkach atmosferycznych, do czytania wybrałam sobie książkę Henninga Mankella "O krok". Chyba nieświadomie postanowiłam się dobić, bo atmosfera książki wypisz, wymaluj i patrz wyżej, teraz znów mogę wrócić do pierwszego akapitu i przedzierania się przez mgłę, bo z tym właśnie kojarzy mi się ten kryminał. Od początku nic tu nie jest oczywiste, nie ma cudownego wychodzenia z grobowców głównych bohaterów, nie ma łatwych rozwiązań. I chyba właśnie na tym polega wyższość Mankella nad innymi autorami kryminałów.
Ale zacznijmy od początku, jest czerwiec, Szwedzi celebrują noc świętojańską, grupa młodych ludzi postanawia uczcić ten dzień w wyjątkowy sposób, przebiera się w stroje z epoki Bellmana i  udaje do rezerwatu. W  noc letniego przesilenia  trójka przyjaciół ginie od strzału w głowę, morderca ukrywa zwłoki, które policja odnajduje dopiero  po dwóch miesiącach. Kolejną ofiarą jest policjant z wydziału zabójstw, a jedyną poszlaką, która zdaje się prowadzić do mordercy tajemnicze zdjęcie. Początki śledztwa nie napawają optymizmem, wytężona praca grupy dochodzeniowej nie przynosi żadnych wymiernych efektów, z każdym dniem rośnie prawdopodobieństwo, że morderca uderzy ponownie.  
Głównym bohaterem książki jest Kurt Wallander, doświadczony policjant, oddany pracy i kompletnie nie dbający o zdrowie. Autor od początku nas nie oszczędza, znamy każdy szczegół z życia głównego bohatera, o której i gdzie pojechał, jakie pytania zadał świadkom, jakie uzyskał odpowiedzi,  śłedzimy jego tok myślenia, dowiadujemy się ile szklanek wody wypił, no i oczywiście ile razy w tym czasie się wysikał. Szwedzki obłęd? Raczej świadomy zamysł Henninga Mankella. Książka dzięki tym zabiegom sprawia wrażenie reportażu lub dokładnego sprawozdania policyjnego z poszukiwań mordercy.
"O krok" jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Henninga Mankella. Autor ukazuje w niej bardzo realny obraz pracy policji i ciekawą diagnozę społeczną Szwecji z połowy lat dziewięćdziesiątych. Polubiłam Kurta Wallandera i z przyjemnością  sięgnę po kolejne kryminały opowiadające o jego losach.



O krok
Henning Mankell
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2006, 499 str.


sobota, 29 października 2011

Najgroźniejszy jest ten, który nie ma już nic do stracenia. Kamieniarz. Camilla Läckberg.

Po przeczytaniu książek Stiega Larssona miałam ochotę na kolejne szwedzkie kryminały i chyba z uwagi na specyficzną symbolikę najbliższych dni  mój wybór padł na książkę zatytułowaną "Kamieniarz" autorstwa Camilli Läckberg.
Akcja powieści rozgrywa się w położonym na zachodnim wybrzeżu Szwecji miasteczku Fjällbaka  ( tam również przyszła na świat autorka książki Camilla Läckberg ). Pozorny spokój prowincjonalnego miasteczka burzy wyłowienie przez starego rybaka zwłok dziewczynki. Wezwani na miejsce policjanci szybko rozpoznają w dziecku Sarę, córkę młodego małżeństwa które niedawno zamieszkało w okolicy. Wszystkie okoliczności wskazują na nieszczęśliwy wypadek, jednak kolejne ekspertyzy jednoznacznie wskazują, że dziewczynka została zamordowana. Akcja książki przebiega dwutorowo, przyglądamy się śledztwu, poznajemy kolejnych przedstawicieli lokalnej społeczności po czym następują retrospekcje, które początkowo zdają się nie mieć żadnego związku z bieżącymi wydarzeniami. Cofamy się o kilkadziesiąt lat, aby poznać życie młodej kobiety - Agnes. To głównie dla odsłanianych kawałek po kawałku wspomnień Agnes, nie porzuciłam tej książki w trakcie czytania.
Zazwyczaj w wypadku zbrodni w miejscu, w którym wszyscy znają się od dziecka, pierwszy na liście podejrzanych jest człowiek najsłabszy, najczęściej osoba z deficytem intelektualnym, bądź w jakikolwiek inny sposób różniąca się od reszty mieszkańców. W "Kamieniarzu" jest nim chłopak z zespołem Aspergera, przy okazji jego wątku autorka przemyca do książki sporo informacji na temat tej choroby. W miarę rozkręcania się śledztwa w sprawie morderstwa Sary, z szaf zdawałoby się szanowanych mieszkańców Fjällbaki dość niespodziewanie zaczynają wypadać trupy, odsłaniane są ich patologiczne skłonności i głęboko skrywane, wstydliwe sekrety
Pierwsza połowa książki sprawiła, że miałam ochotę odłożyć ją nie dokończoną, zainteresowanie rozbudziło się we mnie dopiero pod koniec powieści. Policjanci bardzo powoli dochodzą nawet do najbardziej oczywistych wniosków, początek książki jest mocno przegadany i dłuży się niemiłosiernie. Atmosfera  powieści jest duszna i męcząca. Dowcipy wymieniane przez policjantów nie grzeszą błyskotliwością, dialogi są toporne, ale równie dobrze może to być wina tłumacza, a nie braków warsztatowych autorki. Książka ma mnóstwo mankamentów, które były dla mnie tak wyraźne chyba dlatego, że ostatnio czytałam kilka naprawdę dobrych powieści, a "Kamieniarz" na ich tle wypadł dosyć blado.
Zastanawiam się jakie są inne kryminały autorstwa Camilli Läckberg, jej nazwisko jest ostatnio mocno wyeksponowane na półkach księgarń. Ja na razie zamierzam omijać jej książki szerokim łukiem.



Camilla Läckberg

Kamieniarz
Camilla Läckberg
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2011, 533 str.



Ale teraz przyjdzie nam żyć w jakiejś zabitej dechami wiosze. Wiesz, jaka nuda? Kika z beskidzkiego lasu. Maja Ładyńska.

Jeżeli podczas ferii zimowych brak wam zimowej oprawy, nie mogliście wyruszyć w ukochane góry sięgnijcie po idealną na styczniowy czas ks...