piątek, 24 lutego 2012

Międzypokoleniowa wymiana doswiadczeń. Spoko! To tylko rodzinka. Augustyn Szczawiński.

Jeśli chodzi o współczesną literaturę dla dzieci jestem kompletnie nie na czasie. Odpadłam mniej więcej w czasach popularności Harrego Pottera, nigdy jakoś nie skusiłam się na poznanie losów młodocianego czarodzieja. Jeśli chodzi o twórczość polskich pisarzy jest chyba jeszcze gorzej, gdybym z biegu miała podać nazwisko jakiegoś współcześnie piszącego dla dzieci i młodzieży autora byłaby to z pewnością tylko Małgorzata Musierowicz. Świadoma swoich braków w tym temacie, z tym większym zainteresowaniem sięgnęłam po książkę Augustyna Szczawińskiego, ciekawa jakąż to strawę duchową przygotował człowiek o tak niezwykłym imieniu dla najmłodszych:).
Rodzina Wesołowskich reprezentuje klasyczny model 2 + 1: tata-Augustyn, mama-Krystyna i syn- dwunastoletni Szymek. Nie zdradzę wiele jeśli dodam że w miarę rozwoju akcji do tego zgranego trzyosobowego grona dołącza Ola-niemowlę. Mama i tata to pracownicy budżetówki, wykonują zacne zawody nauczyciela i ratownika medycznego, niekoniecznie już tak zacnie opłacane. I tutaj docieramy do głównego problemu rodziny jakim jest zła sytuacja materialna. Wesołowscy marzą o domku na wsi, psie i szeroko pasmowym łączu internetowym. Z powodu permanentnego braku gotówki muszą się jednak zadowolić niewielkim mieszkaniem w mieście i wysłużonym polonezem. Augustyn marzy o zdobyciu fortuny, najlepiej w jakiś mało kłopotliwy, nie wymagający wielkiego wysiłku sposób, najlepsza byłaby wygrana na loterii, w teleturnieju, albo zarobiona dzięki wydaniu bestsellera. Pomysły taty Augustyna na kolejny złoty interes może nie są najlepsze, ale urozmaicają życie Szymona i odrywają go od komputera. Nad Augustynem ciąży jeszcze widmo pożyczki zaciągniętej u upiornej teściowej, która jest modelowym przykładem złośliwej mamusi z kawałów, spoglądającej na zięcia jak na interesujący okaz robaka.
Kiedy rodzina znajduje w końcu upragniony domek wschodzącego słońca:
Z wielkiego światła weszliśmy do domku. Przez przymknięte okiennice wpadały linie słońca. W dużej kuchni stał piec kaflowy, ogrzewający trzy pomieszczenia, w kącie była beczka do kiszenia kapusty. Pachniało kartoflami, rosnącymi w piwniczce pod podłogą. Miały długie, jasne wąsy.
- Strych przerobimy na mieszkalny. Okna dachowe muszą być dwa. [...] piec wyremontujemy, może nawet kafle trzeba będzie wymienić, pośrednik mówi, że zdun jest na miejscu [...] - mówił tata, a po jego policzkach płynęły łzy.
Na rzeczywistość w książce spoglądamy oczami dwunastoletniego Szymka, to on w kilkunastu rozdziałach opowiada nam dzieje swojej rodziny, wspomnienia rodziców z czasów PRL-u. Książka sprawia wrażenie zbioru felietonów, wydaje mi się, że pisano ją w odcinkach dla jakiejś gazety. Zbudowana ze skrawków naszej codzienności jest ciepłą i wartościową alternatywą dla importowanych zza granicy powieści:).
Spoko! To tylko rodzinka.
Augustyn Szczawiński
Wydawnictwo KEFAS
Warszawa 2011, 325 str.

czwartek, 23 lutego 2012

Piekielna to była wyobraźnia i piekło musiała nosić w sobie ta spokojna pozornie dziewczyna. Wichrowe Wzgórza. Emily Brontë.

"Wichrowe wzgórza" najlepiej zacząć czytać w taki dzień jak dzisiaj, za oknem szaro, wieje porywisty wiatr, nagie drzewa walczące z wichurą wyglądają jak upiory. Czytając wieczorami i późną nocą "Wichrowe wzgórza" nie sposób nie zapalić świecy, nie zaparzyć aromatycznej kawy lub herbaty. Z powieści raz bije ogniem piekielnym, by za chwilę uderzył nas lodowaty podmuch wichru. O Emilii Brontë, Jarosław Iwaszkiewicz napisał dokładnie to, co chodziło mi po głowie podczas lektury, a czego sama pewnie nie potrafiłabym nazwać: 
Piekielna to była wyobraźnia i piekło musiała nosić w sobie ta spokojna pozornie dziewczyna. Dla nas pozostała tajemniczym, zachwycającym zjawiskiem.
Zastanawiałam się kogo obrała sobie za pierwowzór bohaterów swojej powieści pisarka. Cały czas czytając towarzyszyło mi wrażenie, że Heathcliff to sama panna Brontë, postać ukryta na dnie duszy autorki, obraz jej wnętrza. Skąd tyle ciemności w duszy młodej kobiety? Nawet świeżo po lekturze nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie, a Emilia nie pozostawiła po sobie korespondencji, pamiętnika, nie zdążyła przed śmiercią wydać żadnej innej powieści, a zwierzała się tylko podczas wędrówek po wrzosowiskach Haworth młodszej siostrze Annie, wraz z którą na zawsze zgasła wiedza o życiu wewnętrznym Emilii.
"Wichrowe wzgórza" reprezentują gatunek literacki zwany powieścią grozy. 
Charakterystyczne jego cechy to niezwykłość scenerii, tajemniczość wręcz demoniczność postaci rządzonych wielkimi namiętnościami, ostre dramatyczne konflikty.*
Powieść grozy była popularna pod koniec XVIII wieku, a największe triumfy święciła w pierwszych dekadach wieku XIX. Mieszkańcy dziecinnej bawialni nad frontowymi drzwiami plebanii w Haworth czerpali garściami z tego gatunku tworząc demoniczne postacie, zaludniające ich wymyślone królestwa Angrii i Gondalu. Główny bohater Heathcliff jest prawdopodobnie echem tego wymyślonego świata i demonicznych bohaterów, które od dzieciństwa tworzyła w swojej wyobraźni Emilia.
Powieść rozpoczyna się w dniu odwiedzin nowego dzierżawcy Drozdowego Gniazda w majątku Wichrowe wzgórza, jest rok 1801 i większość dramatycznej historii rodu Earnshaw i Linton już się wydarzyła. Pan Lockwood pełen pozytywnych emocji i chęci poznania swego gospodarza przekracza nie bez przeszkód próg przeklętego domu. Wieczór i noc spędzone w Wichrowych wzgórzach zamieniają się w koszmar, gospodarz daje pokaz swojego diabelskiego charakteru, a nieświadomego  sąsiada podczas nocy spędzonej w sypialni starego domu nawiedzają koszmarne wizje przeszłych dramatów, których świadkami były nieme mury dworu. Lockwood z wielką ulgą opuszcza dwór i powraca do Drozdowego Gniazda. Zatrudniona tam pokojówka zaczyna opowiadać mu historię rodziny Earnshaw właścicieli Wichrowych wzgórz, rozpoczynając od dnia w którym stary pan Earnshaw sprowadza do domu Heathcliffa, dziecko znalezione na ulicach Liverpoolu. Hindley i Katarzyna dzieci właściciela majątku z niechęcią odnoszą się do małego przybłędy. Ze strony Hindleya jest to nienawiść i zazdrość absolutna, uczucia Katarzyny z czasem zmieniają się w miłość.
Na cóż by się zdało moje istnienie, gdyby ograniczało się tylko do tego świata? Ilekroć cierpiałam dotąd, zawsze to były cierpienia Heathcliffa. Wdziałam je i czułam od pierwszej chwili. Przewodnią myślą mojego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego. Moja miłość do Lintona jest jak liście w lesie. Wiem dobrze, że czas ją zmieni, tak jak zima zmienia wygląd lasu. Moja miłość do Heathcliffa  jest jak wiecznotrwała ziemia pod stopami, nie przykuwa oka swoim pięknem, ale jest niezbędna do życia.
Wraz ze śmiercią starego pana Earnshawa sytuacja Heathcliffa w domu rządzonym twardą ręką Hindleya pogarsza się, chłopak do dnia ucieczki z domu traktowany jest jak parobek. Odrzucony przez Katarzynę i jawnie nienawidzony przez Hindleya, wyrasta Heathcliff w poczuciu krzywdy i pragnieniu zemsty. Wokół tej zemsty i szalonej, niespełnionej miłości Heathcliffa i Katarzyny krąży opowieść Emilii Brontë. Kiedy umiera Katarzyna nienawiść Heathcliffa skupia się na jej córce, mężu i starszym bracie.
Przyzwyczajona do sielskiego klimatu powieści Jane Austen z zaskoczeniem czytałam jak brutalnie traktował główny bohater swojego syna, żonę i synową, oddając im zło jakiego sam zaznał. Powieść opisuje patologiczne, toksyczne relacje pomiędzy bohaterami i trudno uwierzyć, że została napisana ręką XIX wiecznej pisarki. "Wichrowe wzgórza" mimo całego opisywanego okrucieństwa  i szaleństwa trudno odłożyć i przerwać czytanie choćby na chwilę, to książka którą czyta się jednym tchem.
Wichrowe Wzgórza ( Wuthering Heights )
Emily Brontë
Wydawnictwo Czytelnik
Warszawa 1984, 335 str.
* fragment z przypisów str. 335

niedziela, 19 lutego 2012

Piękny, spokojny zakątek w którym człowiek ma czas na życie. Miłość Pat. Lucy Maud Montgomery.

Na parapecie gruba warstwa śniegu przysłania część okna, w które wpatruję się siedząc przy biurku. Żadna ziemska siła nie zmusi mnie do jej usunięcia, w przerwach pomiędzy pracą przy komputerze mogę na nią spoglądać i wyobrażać sobie, że jestem w zasypanym śniegiem górskim domku:)...i zima przestaje być taka dokuczliwa. Kiedy za oknem szalały zamiecie ja czytałam "Miłość Pat" Lucy Maud Montgomery w zakopanym pod śniegiem ciepłym mieszkaniu, książkę o miłości i przywiązaniu do domu rodzinnego, przyjaźni, upływającym czasie i wielopokoleniowej rodzinie. Historia idealna na mroźne poranki i długie wieczory lutego.
Miłością Pat jest Srebrny Gaj, dom od wielu pokoleń zamieszkiwany przez rodzinę Gardinerów. Srebrny Gaj jest otoczony brzozami, ogrodem i starym sadem. Jest domem z duszą i rodzinnym cmentarzem. Na płytach nagrobków Płaczliwego Toma i Zawadiackiego Dicka wygrzewają się w słońcu puchate kocięta, parobek wyśpiewuje psalmy, a mieszkańcom Srebrnego Gaju zdarza się na nich wypoczywać i odbywać rodzinne narady. Otoczenie niezwykłe, mało która posiadłość może się poszczycić tak osobliwą pamiątką po przodkach, jak oni sami złożeni w okolicach domowego ogródka na wieczny spoczynek.
Każdy pokój przemawiał do niej własnym głosem. Dom wyglądał tak, jak wyglądają domy, które ktoś od wielu lat kocha. Nikt się w nim nie śpieszył, a każdy gość wychodził stąd z lżejszym sercem. W domu tym stale rozbrzmiewał śmiech, nasiąkły nim ściany. Dom jak najserdeczniej witał gości. Służył im odpoczynkiem. Krzesła wręcz prosiły, by na nich usiąść. I wszędzie pełno było pięknych kotów, tłuste puszyste kocury wygrzewały się na parapetach okien, jedwabiste kocięta spały na cieplutkich od słońca płytach nagrobnych starego rodzinnego cmentarzyka za sadem. Po kotki ze Srebrnego Gaju zjeżdżali się amatorzy z całej Wyspy. Pat każdego kociaka oddawała z dużą przykrością, ale co było robić, wciąż rodziły się nowe kocięta.
Pat jest dwudziestoletnią kobietą, a "Miłość Pat" opisuje kolejne jedenaście lat z życia jej i Srebrnego Gaju. W poprzedniej części "Pat ze Srebrnego Gaju", główna bohaterka była dzieckiem, nad wiek dojrzałym, ale z wdziękiem właściwym kilkuletniej dziewczynce wpadającym w tarapaty i przeżywającym swoje nieletnie zmartwienia. Już wtedy opowieści o losach Pat towarzyszyły poważne dramaty i nieuchwytny nostalgiczny nastrój, którego brak choćby w czytanych przeze mnie niedawno "Czarach Marigold".
Pat i Elka dorastają, Srebrny Gaj zapełnia się więc kandydatami na mężów dla obydwu sióstr. Przylepka z wielką przyjemnością korzysta z przywilejów dorosłego życia, Pat wręcz przeciwnie panicznie obawia się zmian, a wszystkich adoratorów trzyma na dystans. W kuchni Srebrnego Gaju niezmiennie od czterdziestu lat rządzi Judysia Plum, która w blasku ognia płonącego w kuchennym piecu snuje opowieści o byłych i obecnych mieszkańcach Wyspy Księcia Edwarda. Opowieściami ubarwia wierna gosposia szarugę jesieni i mroźne zimy na farmie Gardinerów.
Po zimie na Srebrnym Gaju przychodzi pora wiosennych porządków i przeglądania skarbów zgromadzonych w kufrze na strychu przez kilka pokoleń starego rodu. Pory roku zmieniają się urozmaicane jedynie wyjazdami Elki do Akademii, pracami w gospodarstwie i ogrodzie, wizytami rodzeństwa, które jak Józek wybrało morską tułaczkę, albo założyło swoje rodziny jak Winnie.
Czytając opowieść o Patrycji Gardiner przypomniałam sobie książkę "Elizabeth i jej ogród" i uwielbienie dla prostych domowych i ogrodowych zajęć jakie emanuje z obydwu książek.
Przylepka wraz z Pat i Judysią spędzały letnie popołudnia w brzezinie. Brały sobie coś do roboty, tam bowiem zawsze ćwierkały ptaszki, burknęła coś czasem wiewiórka, szeptał wietrzyk. Pat pisywała w brzezinie listy, Przylepka odrabiała lekcje, matka często przychodziła robić na drutach. Rozkosznie było tu pracować.
Elka pod nieobecność Szkraba, studiującego i pracującego daleko od Srebrnego Gaju, staje się powierniczką starszej siostry. Do dnia ślubu i wyjazdu Przylepki, Pat odczuwa jej wsparcie i łatwiej znosi samotność.
- Przylepko, podnieś zasłonę i wpuść do środka noc. Nie, nie zapalaj lampy! Kiedy zapala się światło, ciemność staje się wroga. Zaczyna spoglądać na ciebie z niechęcią. A teraz jest taka życzliwa i przyjazna. Usiądźmy przy oknie i omówmy wszystko od początku. Grzechem byłoby w taką noc iść już spać.
Z czasem nawet w opiekuńczych murach Srebrnego Gaju dopada Pat samotność, a życie momentami staje się nie do zniesienia. Dramatyczne zmiany i niespotykane dotąd kłótnie spadają na rodzinę wraz z pojawieniem się na Srebrnym Gaju żony Sida, brata Pat. Wiele kilometrów dalej w Vancouver przyjaciel z dzieciństwa buduje dla Pat drugi Srebrny Gaj, a ostatnie rozdziały powieści pokażą czy drogi głównej bohaterki i Szkraba znów się zejdą.
Czy ja już mówiłam, że uwielbiam książki Lucy Maud Montgomery?:):). Pewnie tak, ale z przyjemnością powtarzam to po raz kolejny. "Miłość Pat" czytałam ponownie po bardzo długiej przerwie, niewiele pamiętałam więc odkrywałam ją na nowo z ogromnym zainteresowaniem. Gdyby książkę było słychać to historia Pat wypełniona byłaby odgłosami codziennej domowej krzątaniny, pobrzękiwaniem sztućców i porcelanowych kubeczków, odgłosami płonącego pod kuchnią ognia i szumem wiatru za oknem. Przekładając strony tej książki przed oczami miałam poruszaną podmuchami letniego wiatru firankę i łunę, jaką daje płonący w piecu ogień zimową nocą. Polecam nawet tym, którzy niekoniecznie przepadają za rudowłosą Anią (dla mnie to niezrozumiałe, ale zdarzają się podobno przypadki niechęci do tej bohaterki:)).

Miłość Pat ( Mistress Pat )
Lucy Maud Montgomery
Nasza Księgarnia
Warszawa 1993, 268 str.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Świat jest wściekle interesujący. Czary Marigold. Lucy Maud Montgomery.

Dokładnie pamiętam zimowe ferie podczas których po raz pierwszy zaczytywałam się powieściami Lucy Maud Montgomery. Najpierw podczas podróży autobusem na wieś, potem siedząc przy kaflowym piecu opalanym leśnym chrustem, który strzelał i mruczał opowiadając jakieś stare historie. Na blasze piekły się zimowe jabłka ze spiżarni, albo kawałki ciasta przeznaczone na makaron, a podkradane przeze mnie na dużo bardziej smakowity cel, na pyszną macę mianowicie. W przerwie były spacery po starym sadzie, ślizganie na polnych, dzikich ślizgawkach i szukanie skarbów na stajennym strychu. Jednym słowem nastrój bardzo podobny do tego jaki wypełnia książki kanadyjskiej autorki. Brakowało tylko plaż i szumu morza, bo my od pokoleń zamieszkujemy południe Polski, tylko od czasu do czasu ktoś przesuwa się na południowy wschód, albo południowy zachód.
"Czary Marigold" czytane zimą podsycają nadzieje na rychłe nadejście wiosny. Ta książka ma taki wiosenny nastrój, że gdybym wybierała tło pod ilustracje do niej, wybrałabym delikatną zieleń albo mocny błękit. Bo wiosna dla mnie ma kolor nieba, dokładnie taki, jak na wklejonym poniżej obrazie Lucii Sarto, dopiero początki lata są soczyście zielone.
Marigold mieszka z mamą Lorraine, gosposią Salome oraz starą i młodą babcią w Świerkowej Kępie. Dziewczynka jest przedstawicielką długo oczekiwanego najmłodszego pokolenia rodziny Lesleyów z Harmony na Wyspie Księcia Edwarda. Marigold ma wielu krewnych "zza zatoki", którzy są żywo zainteresowani jej losem. Pierwszy konwent rodzinny który rozpatrywał sprawę wyboru imienia pierwszego od trzydziestu lat urodzonego w Świerkowej Kępie dziecka zakończył się brakiem decyzji w tej kluczowej dla nowo narodzonej kwestii. Marigold została Nagietkiem:)* dopiero kilka miesięcy później, a swoje imię dziewczynka otrzymała na cześć pani doktor, która uratowała jej zagrożone ciężką chorobą życie. Przy okazji kolejnych zjazdów rodzinnych Lucy Maud Montgomery opisuje w niezwykle dowcipny sposób relacje panujące w klanie Lesleyów. Świerkowa Kępa jest otoczona bajkowym ogrodem i po brzegi wypełniona kociętami. W świecie marzeń upływa dzieciństwo Marigold, z braku rówieśników dziewczynka zaprzyjaźnia się z Sylvią, zmyśloną koleżanką ze świerkowego zagajnika. Marigold dorasta wsłuchując się w rodzinne historie, anegdoty o żyjących i nie żyjących mieszkańcach Harmony, ród Lesleyów jak każda szanująca się rodzina przekazuje sobie również z pokolenia na pokolenie pełne grozy historie o rodzinnych duchach:
Jeśli już mówimy o duchach - w tym domu były kiedyś tajemnicze drzwi. Zawsze znajdowało się je otwarte, choćby nie wiem jak dokładnie były wcześniej zamknięte. 
- Czy naprawdę babcia w to wierzy? 
- Naturalnie. Zawsze wierz w takie przypadki. W przeciwnym razie nie będziesz miała żadnej uciechy z życia. Im więcej jest rzeczy, w które potrafisz wierzyć, tym bardziej interesujące - jak ty to mówisz - jest życie.
Tam gdzie każdy przeciętny mieszkaniec globu widzi najzwyklejsze drzewa i równie zwyczajne drogi, kwiaty, morza, czy bardziej dosadnie zwykłe krzaczory, Marigold dostrzega o wiele więcej i bardziej poetycznie;).  
Od świerkowego zagajnika nadleciał wiatr-rabuś, by porwać wonie kwiatów z ogrodu. Wzdłuż pogrążonej w półmroku ścieżki złociły się nagietki. 
Sporo jest w "Czarach Marigold" opowieści o ludziach zamieszkujących Wyspę Księcia Edwarda, autorka pisze otwarcie o rozwodach, biedzie, które nie były popularnymi tematami w początkach XX wieku. Marigold zaprzyjaźnia się bowiem, podczas wizyt u krewnych z galerią bardzo różnorodnych małoletnich postaci, które potrafią porządnie odszczeknąć dorosłym jeśli zajdzie taka potrzeba, przeżywa mnóstwo ciekawych przygód, z których wychodzi cało tylko dlatego, że Opatrzność czuwa nad dziećmi i pomyleńcami. Mimo całego swojego rozmarzenia Marigold jest nieodrodną córą swego rodu i w przerwie pomiędzy marzeniami potrafi twardo stąpać po ziemi i trzeźwo oceniać różnice pomiędzy fikcją i rzeczywistością. 
Abel Derusha zawsze był lekkomyślny. Nigdy nie przejmował się swą niedolą i nieszczęściami, tak jak inni ludzie. Wydaje mi się, że odkąd włóczy się po kraju w poszukiwaniu ziół, gadając z tym swoim psem, którego traktuje jak człowieka, nic go nie obchodzi. Choć nie martwił się nawet wtedy, gdy zabronili mu zostać pastorem. Powiedział, że Bóg mieszka wszędzie, w lasach i w kościołach. Abel wdał się w rodzinę matki, Curteloesów. Jest taki niezaradny, wiecznie z głową w chmurach. Derusha'owie zawsze się go wstydzili. O nie, to nie jest recepta na życie. Tak, masz rację poczciwa i zacna Salome. To nie jest recepta na życie w twoim świecie, lecz może istnieją inne światy, gdzie receptę ową tworzy się według innych wzorców. Abel  żył w jednym z takich światów, który znajdował się poza zasięgiem wzroku zapobiegliwych farmerów znad zatoki. Marigold znała ten świat, choć wiedziała, że nie sposób w nim żyć cały czas, tak jak Abel. Jednak można tam czuć się bardzo szczęśliwym. Abel Derusha był najszczęśliwszym człowiekiem, jakiego znała.
Uwielbiam styl Lucy Maud Montgomery, to właśnie do jej książek wracam najczęściej. Do bajkowych opisów i bohaterek obdarzonych wielką wyobraźnią.
Lucia Sarto
Czary Marigold ( Magic for Marigold )
Lucy Maud Montgomery
Nasza Księgarnia
Warszawa 1996, 285 str.
* Marigold (ang.) nagietek

środa, 8 lutego 2012

Nieprzyjaciel musiał widać straszliwie zawinić jeżeli trzeba było dążyć przez morze, aby go mordować. Mój Kary. Anna Sewell.

Wyobraźcie sobie rzekę powozów, omnibusów, wozów, dorożek, platform ciężarowych, wagonów meblowych, wszelkiego rodzaju zaprzęgów posuwających się wolną falą. Tak przecież jeszcze w XIX wieku wyglądały drogi dużych europejskich miast. Dorożki, dwukółki, wozy ciągnięte przez koński zaprzęg były naturalną częścią również angielskiego krajobrazu. W czasach, w których końskie zaprzęgi stanowiły ważny środek lokomocji zarówno na prowincji jak i w miastach Anna Sewell buduje swoją opowieść, która uczy szacunku dla tych pięknych, silnych zwierząt.
"Mój Kary" to krótka historia o miłości do koni. Założeniem autorki było stworzyć książkę, która nauczy ludzi hodujących konie jak się z nimi w delikatny sposób obchodzić, nie zamęczać pracą ponad siły i nie dręczyć dyktowanym przez modę przyduszaniem koni wędzidłem. Z czasem końskich zaprzęgów na drogach ubyło, a "Mój Kary" załapał się do klasyki literatury dziecięcej. 
"Mój Kary" to imię głównego bohatera i narratora tej książki. Bohatera, którego poznajemy w dniu, w którym przychodzi na świat na łące. Pierwsze lata jego życia pełne są radości i beztroski, wyglądają tak jak powinny wyglądać pierwsze lata życia każdego żywego stworzenia. Mój Kary ma dobrych, łagodnych opiekunów, wyrasta więc na posłusznego, spokojnego konia. Zmiany na gorsze przychodzą wraz ze zmianą właściciela, z dworu Birtwick Park trafia Mój Kary do pałacu. Wydawałoby się, że to awans społeczny, jednak zaniedbania opiekunów stajni prowadzą do wypadku, który okalecza konia. Każda kolejna sprzedaż to cięższe warunki życia i pracy.
Wszystko co o koniach napisano z założenia bardzo mi się podoba, a z panią Anną Sewell, gdybym żyła w wiktoriańskiej Anglii, chętnie wypiłabym niejedną filiżankę herbaty podczas rozmów o ochronie zwierząt. Książka dla dzieci, ucząca szacunku dla zwierząt. Popieram zawarte w niej postulaty, przedstawione nieco anachronicznie, ale łatwe do przełożenia na nasze warunki i naszych małych domowych towarzyszy, którym należy się mnóstwo miłości i szacunku:).

Mój Kary (  Black Beauty )
Anna Sewell
Wydawnictwo WAZA
Warszawa 1997, 181 str.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Baśnie kończą się zbyt wcześnie i gdy książę i księżniczka znikają ze stron książki, nigdy nie wiesz, co tak naprawdę się z nimi dzieje. Zapomniany ogród. Kate Morton.

Obserwując spokój zamarzniętego ogrodu łatwo zapomnieć o zieleni, o kolorach które wkrótce zamienią się miejscami z migotliwym, diamentowym pyłkiem szadzi. Krótkie spacery po ogrodzie przy prawie dwudziestu stopniach mrozu kończą się ucieczką przed rozgrzany piecyk. Zimową zawieruchę zostawiłam więc za drzwiami i przez okno obserwując swój zamarznięty ogród wybrałam się na literacki spacer po "Zapomnianym ogrodzie" Kate Morton:). Teraz rozgrzewając ręce o kubek z herbatą zastanawiam się jak o tym spacerze po kartach powieści Kate Morton opowiedzieć, żeby nie zdradzić zbyt wielu tajemnic i nie zepsuć przyjemności czytania tym, których zachęcę do lektury:).
Czteroletnia dziewczynka opuszcza pokład statku w porcie Maryborough, jest rok 1913. Dziecko zaopatrzone jedynie w biały kuferek znajduje schronienie w domu bezdzietnego australijskiego małżeństwa. Mijają lata, Nell wkracza w dorosłość, ojciec postanawia wyjawić prawdę o jej pochodzeniu. Dziewczyna nie jest przygotowana na poznanie tej prawdy, traci grunt pod nogami, izoluje się od przybranego ojca i młodszych sióstr, opuszcza narzeczonego. Rozpoczyna życie z dala od swoich przybranych bliskich, wychodzi za mąż za Amerykanina, rodzi córkę Lesley, zostaje babcią Cassandry, poszukiwania swojej zagubionej tożsamości rozpoczyna kilkadziesiąt lat później, po śmierci ojca. Jedynym tropem prowadzącym do tajemnic przeszłości są mgliste wspomnienia o Autorce, która wprowadziła Nell na statek i...książka z bajkami.
"Zapomniany ogród" jest od wielu lat otoczony murem, prowadzi do niego labirynt z żywopłotu. Ogród, chatka na klifie i labirynt to część wielkiego majątku Blackhurst, na początku XX wieku zamieszkiwana przez arystokratyczną rodzinę Mountrachet, pod koniec tego samego wieku dwór zamieniono w hotel. To miejsce kryje wiele tajemnic rodzinnych, legend, w zapomnianym ogrodzie powstały baśnie ze zbiorku, który podróżował z małą Nell.
Wydarzenia i losy głównych bohaterów są przedstawione niechronologicznie, rok 1900 i wiktoriański Londyn przeplata się z czasami współczesnymi i rokiem 2005 w australijskim Brisbane. Bohaterowie tragicznej historii sprzed lat dawno spoczywają w grobach, kiedy ich potomkowie próbują odnaleźć prawdę o swoim pochodzeniu. Książka Kate Morton jest labiryntem tajemnic, każdy kolejny rozdział rozwiązuje jedną z tych tajemnic i prowadzi do kolejnej. Kiedy wydaje się że ostateczne rozwiązanie jest już na wyciągnięcie ręki, że wystarczy jeszcze jeden niewielki wysiłek i wydostaniemy się z tego labiryntu dat i historii okazuje się, że chodziliśmy w kółko i znów jesteśmy w punkcie wyjścia, kiedy wszystko wydaje się jasne autorka spuszcza nam przed oczy zasłonę z mgły, która znów zaciemnia rozwiązanie zagadki z przeszłości.
"Zapomniany ogród" to historia trzech pokoleń kobiet, opowieść wielowątkowa i bardzo oryginalna. Pełno w niej legend i bajek stylem przypominających mroczne baśnie braci Grimm. Autorka inspirowała się również "Tajemniczym ogrodem", sama Frances Hodgson Burnett zagościła na kartach tej powieści. "Zapomniany ogród" uprzyjemnił mi kilka mroźnych wieczorów, na pewno sięgnę po inne powieści Kate Morton.

Zapomniany ogród ( The Forgotten Garden )
Kate Morton
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2009, 536 str.

niedziela, 29 stycznia 2012

Widzę niebiańską jaśniejącą chwałę i wiarę, którą świeci jednakowo. Na plebanii w Haworth. Anna Przedpełska-Trzeciakowska.

Plebania i cmentarz w Haworth
Spoglądając na fotografię plebanii w Haworth trudno uwierzyć, że te niegościnne, szare mury zamieszkiwały trzy wybitne angielskie pisarki. Okalający gregoriański budynek cmentarz był miejscem na które co dzień spoglądała z okien gromadka dzieci pastora Patryka Brontë i Marii Branwell. Jak to możliwe że w tych surowych warunkach rozwinęły się trzy tak niezwykłe umysły literackie? Ubóstwo otoczenia, jego mroczny  klimat wydaje się niewielkim polem dla rozwoju wyobraźni. A może właśnie ubóstwu tej budzącej grozę scenerii  zawdzięcza proza sióstr Brontë swój ogromny ponadczasowy sukces?
Sięgając po książkę Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej szukałam pierwowzorów bohaterów i miejsc znanych mi z "Dziwnych losów Jane Eyre", nie spodziewałam się, że biografia opisująca życie sióstr Brontë będzie równie interesująca jak stworzona przez nie fikcja literacka. Autorka opiera się w swojej książce głównie na treści listów jakie wymienia Charlotta ze swoimi szkolnymi przyjaciółkami, wydawcami i przyjaciółmi poznanymi już po sukcesie jaki odniosła powieść Jane Eyre. Bogata dokumentacja dotyczy głównie Charlotty i to właśnie jej życie poznajemy najdokładniej, Emilia nadal pozostaje wielką tajemnicą, nie dzieliła się z nikim swoim światem wewnętrznym, jedyny wyjątek czyniąc dla wydanej pod koniec życia powieści "Wichrowe Wzgórza", nie pozostawiła wielu notatek, poznajemy ją taką jaką widziały ją siostry. Anna na kartach tej biografii jawi się jako najmłodsza, najspokojniejsza i najłagodniejsza z sióstr Brontë. Swoją wiedzą na temat Branwella dzielili się chętnie jego liczni znajomi, to z ich relacji oraz z informacji pozostawionych przez jego siostry buduje autorka historię upadku, jakiem było życie tego dobrze zapowiadającego się młodego człowieka.
Dzieci pastorostwa Brontë rodziły się w rocznych odstępach czasu: pierwsza na świat przyszła w 1814 roku Maria, w 1815 Elżbieta, Charlotta 21 kwietnia 1816 roku, Branwell 26 czerwca 1817 roku, Emilia 30 lipca 1818 roku, dwa lata później w 1820 urodziła się Anna. W 1821 roku, już po objęciu kapelanii w Haworth umiera Maria Brontë. Rolę opiekunek nad młodszymi dziećmi starają się przejąć dwie najstarsze siostry, na plebanię sprowadza się również niezamężna siostra ich zmarłej matki Elżbieta Branwell. 
Córki pastora musiały zdobyć odpowiednie wykształcenie, aby w przyszłości zarobić na swoje utrzymanie, dzieci wysłano więc do szkoły dla córek duchownych w Cowan Bridge. Wiernym świadectwem doświadczeń wyniesionych z tego miejsca jest opis zakładu Lowood z Jane Eyre. Epidemia tyfusu z kart powieści wydarzyła się naprawdę, najstarsze Maria i Elżbieta, po trudach pobytu w tej szkole umierają na suchoty. Charlotta i Emilia wracają do domu, do kolejnej szkoły Roe Head zostają wysłane dopiero po kilku latach.
Dzieciństwo Charlotty, Branwella, Emilii i Anny było zadziwiająco kolorowe, dzieci stworzyły swój własny sekretny świat, do którego klucz zamknięty był w dziecinnej bawialni nad frontowymi drzwiami plebanii. Skłonność do fantazjowania była niepokojąca, królestwa Angrii i Gondalu zdawały się przesłaniać dzieciom problemy realnego świata, jednak dorośli opiekunowie nie zauważają tej postępującej, wewnętrznej izolacji. Po latach beztroski Charlotta udaje się do Roe Head, w szkole zawiązuje przyjaźnie na całe życie, poznaje Ellen Nussey oraz Mary Taylor, korespondencja z Ellen stanowi główne źródło informacji o pisarce. Dziewczęta dorastają, obejmują posady guwernantek, nauczania szczerze nie znoszą. Branwell próbuje swoich sił jako nauczyciel, pracownik kolei, jedynym rezultatem jego wyjazdów z domu jest pogrążanie się w nałogach.
Autorka opisuje kolejne etapy życia dziewcząt, nigdy nie zrealizowane plany założenia szkoły w Haworth i związany z nimi wyjazd do szkoły w Brukseli, gdzie ostatecznie ukształtował się talent Charlotty oraz Emilii. Pierwsze próby literackie, miłość Charlotty do brukselskiego pedagoga, Anny do wikarego ich ojca. Pierwszymi utworami oddanymi do druku był tomik poezji, wydany pod przybranymi męskimi imionami Actona, Currera i Ellisa Bell. Pierwszy sukces sióstr Anny i Emilii przyszedł waz z wydaniem "Wichrowych wzgórz" oraz "Agnes Grey". Inne wydawnictwo zainteresowało się "Jane Eyre", powieść szybko zdobyła dużą popularność. Tylko Charlotta miała okazję wykorzystać swój literacki sukces, po śmierci Branwella, Emilia i Anna zachorowały na gruźlicę. Podobnie jak jedno po drugim rodzeństwo Brontë przychodziło na świat w rocznych odstępach, tak później umierało.
Charlotta została na plebanii z ojcem, wiernymi służącymi i psami Keeperem i spanielką Flossy. Ten najbardziej samotny etap jej życia był paradoksalnie czasem jej największego zaangażowania towarzyskiego, Charlotta podróżowała do Londynu, odwiedzała swoich wydawców i ich rodziny, poznała innych wybitnych literatów, swoją przyszłą biografkę panią Gaskell, Thackereya.
Ostatnie miesiące życia Charlotta spędziła jako mężatka, na wzór bohaterek powieści sprzeciwiła się woli ojca i poślubiła wikarego. Również Charlotta Brontë zmarła na gruźlicę, jej słaby organizm prawdopodobnie nie wytrzymał trudów pierwszej ciąży.
Biografia autorstwa Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej pokazuje, jak ważnym miejscem dla Charlotty, Emilii, Anny i Branwella był ich dom rodzinny. Powrót do Haworth dla rodzeństwa Brontë stanowił niezawodne pocieszenie na każdym etapie ich życia, surowy klimat wrzosowisk był najlepszym lekarstwem na zawody miłosne czy urażoną ambicję. To tutaj jako dzieci tworzyli swój sekretny świat, tutaj rozwijał się ich talent literacki i tutaj spędzili całe swoje dorosłe życie. Książkę czyta się jak najlepsze XIX wieczne powieści, mnóstwo w niej interesujących faktów z życia pisarek, kilka zdjęć wnętrza Haworth. Po lekturze mam ogromny niedosyt znajomości książek sióstr Brontë. W najbliższym czasie będę polować na kolejne tomy, bardzo lubię powieści przedstawiające rzeczywistość pensji, pracy guwernantek i tego świata sprzed dwustu lat. Z trudnych doświadczeń utkane było życie rodziny Brontë, z tych doświadczeń tkały trzy siostry  swoje powieści.
Haworth w 1861r.


Na plebanii w Haworth.
Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Wydawnictwo Świat Książki
Warszawa 2010, 507 str.

Ale teraz przyjdzie nam żyć w jakiejś zabitej dechami wiosze. Wiesz, jaka nuda? Kika z beskidzkiego lasu. Maja Ładyńska.

Jeżeli podczas ferii zimowych brak wam zimowej oprawy, nie mogliście wyruszyć w ukochane góry sięgnijcie po idealną na styczniowy czas ks...